Wioska duchów

by Agnieszka
325 views

Bezdrożna wioska w zachodniej Norwegii jest jak wehikuł czasu. Domy wydają się opuszczone w pośpiechu. To co pozostawili mieszkańcy wiele mówi o twardym życiu Norwegów kilka dekad temu. Ale stara wioska ma kilka historii.

To wioska pozbawiona drogi, której chaszcze traw zarosły wydeptane ścieżki jej dawnych mieszkańców. Oderwana, zapomniana, obca i opuszczona tak jak w Nundalen. To leżąca w wewnętrznej część Songefiordu osada, która znajduje się 530 metrów nad fiordem. Wystarczy pójść tam po zmroku, wsłuchać się w ciszę, by usłyszeć szepty i poczuć dziwne ruchy. Tu stoi dom Johanny starszej pani, która mieszkała tu do 1961 roku. Właściwie to tak niedawno, ale tu minęła cała wieczność. We wczesnych latach 60. wielu Norwegów miało już lodówki, kuchenki elektryczne. Aż 53 % wszystkich gospodarstw miało też pralki czy samochody, a w wielu domach świecił telewizor. Ale nie w Nundalen tutaj nigdy nie dotarł prąd ani nie dojechał żaden samochód. Telewizję znali tylko z opowiadań, bo w wiosce nie było nawet sygnału.

Tutaj we wsi można iść albo prosto w górę albo prosto w dół. Jedyna droga to ta od wody, na pieszo pod górę z Seimsdalen. Mieszkańcy używali jedynie tej ścieżki, którą ciągnęli swoje wózki z towarami z łodzi do domów. Niezbędne do życia meble, przybory kuchenne, przedmioty z czasów dzieciństwa 80. lat. To taka sentymentalna podróż. Zużyte meble udowadniają ciężkie, ale długie życie. Wysłużone krzesła i łóżka służyły tak długo, aż się nie rozsypały. Jednak nawet wtedy próbowano dać im drugie życie, trzecie i czwarte. Utrata oznaczała wyprawę łodzią do najbliższego miasta, gdzie mieszkańcy kupowali potrzebne rzeczy za ciężko zdobyte pieniądze. By potem wciągnąć łupy i zdobycze pionowo w górę. Co zdolniejsi robili sami. Farbowali naturalnymi farbami, strugali, rzeźbili. Bo tutaj w Nundalen drewna było pod dostatkiem.

Ówcześni mieszkańcy mieli ciężkie życie. Do dziś w domach można znaleźć ich rzeczy. Szczęśliwcy znajdują nawet bardziej osobiste przedmioty jak np. książkę, której tytuł brzmi Bez Boga i bez nadziei.  Bóg musiał odgrywać ważną rolę w życiu Nundalenów. Bo jak inaczej udało im się znaleźć radość życia w tak odległym i odizolowanym od reszty świata miejscu. W ciemnościach zimy, myśli musiały być trudne do zniesienia. Lecz gdy światło stopniowo powracało zdawali sobie sprawę, że Nundalen to także fantastyczne miejsce. Widok z okna Johanny jest godny królowej. Widać gęsty las, który mieszkańcy regularnie karczowali. Bujne trawy i wysokie góry. Wody fjordu Årdalsvannet, majaczące światłem daleko w dole. Nundalen mógłby odegrać główną rolę w jednej ze słynnych przygód Asbjørnsena i Moe.

Jest w tym miejscu coś norweskiego i przypomina trochę podróż do czasów, gdy bajki i trolle zajmowały ważne miejsce w duszy Norwegów. I uświadamiamy sobie, że jesteśmy pod wrażeniem tych, którzy tu mieszkali. Biorąc pod uwagę jak ciężkie było ich życie, tak właśnie żyli wcześniej Norwegowie. W przeszłości byli twardzi, silni i pracowici. Dopiero trzy ostatnie dekady, niezwykle wygodnego życia zmieniły ich wszechstronność. Wątpliwe czy jakiś Nundalen był leniwy lub uzależniony od gier lub jedzenia.

Ślady pierwszego domostwa w Nundalen od 1862 roku było własnością kościoła. Historia opowiada, że farma prawdopodobnie przed Czarną Śmiercią nazywała się Sel. Zamieszkana przez kilkaset lat. W książce: Norweskie opuszczone farmy, Øysteina Mortena można przeczytać, Ludzie mieszkali tu prawdopodobnie od czasów Wikingów. W latach przed II wojna światową mieszkało tu nawet 100 osób.

Osada zawsze zaczyna się od jednej lub dwóch domów. Z czasem przybywało ludzi a społeczność rosła. Budowano domy, brukowano drogi, uprawiano zimię. Osada stawała się wsią i tak powstawały miasta. Ale tutaj historia poszła w drugą stronę. Jednym z powodów może być nierówny teren i kiepskie warunki. Jednak kiedy spojrzymy jak tu bujnie, a w Åndalsvannet są ryby, pożywienia było dużo dla zwierząt i dla ludzi. Wystarczyło być pracowitym.

Dlaczego wioskę porzucili jej mieszkańcy?

Głównym powodem, dla którego wioskę Nundalen eksmitowano, a nie przeniesiono jest najprawdopodobniej fabryka aluminium w Øvre Årdal. Nundalowie byli pierwszymi norweskimi uchodźcami środowiskowymi. Uciekli od trujących chmur w 1944 roku. Kiedy produkcja aluminium zaopatrywała nazistów wojennych. W tamtych czasach niewiele uwagi poświęcano środowisku, a to doprowadziło do ekstremalnego zanieczyszczenia, emitując do 80 kg fluoru na godzinę. Nundalen jest położone mniej niż dwa kilometry w linii prostej do fabryki. Już wtedy rolnicy donosili o szkodach w uprawach i chorobach zwierząt domowych. Niektóre raporty twierdzą, że emisja fluoru doprowadziła do tego, że rodziły się zdeformowane zwierzęta, które trzeba było zabijać przy narodzinach.

Kierownictwo zakładu było świadome istnienia szkodliwych emisji jeszcze przed uruchomieniem. Ale i tak w latach 50. zwiększono emisję. Było tak źle, że pisały o tym gazety. Nazywano to miejsce zatrutym piekłem przemysłowym. Ale przemysł przynosił ze sobą zbyt wiele korzyści. Praca oznaczała stały dochód i bogacenie się społeczeństwa. Pomimo szkód jakie fabryka wyrządziła inwentarzowi i społeczności Nundalen było nic nie znaczącym problemem. Nawet młodzi Nundalenowie zdecydowali się przenieść z wioski do centrum. Do pracy w fabryce. Tu toczyło się życie towarzyskie. Tak dobre życie, że nie chcieli by kojarzono ich z Nundalen. Wyparli się swojego pochodzenia gdy ludzi z ich rodzinnej wioski potępiano. Nazywając odludkami i dziwakami.

Pod koniec lat 50. wszystkie zwierzęta ubito. Ludzie opuszczali swoje gospodarstwa dobrowolnie lub byli z nich ewakuowani. Można nawet stwierdzić, że w pośpiechu. Jakby martwili się o swoje życie tak bardzo, że musieli uciekać przed kłębami chmur z fluoru. Po opuszczeniu wioski weszli nieznajomi i zniszczyli wszystko co stanowiło jakąś wartość. Powybijali okna i okradli do reszty gospodarstwa. Tak by nikt nie mógł wrócić lub ponowie osiedlić się. Dlatego smutno być światkiem upadku. To przecież historie ludzi, którzy przez setki lat osiedlali się na stromych zboczach. Z wielkim trudem, czerpali z natury co się dało. Jarzmili niedostępne tereny, uprawiali dziką ziemię. Uszczelniali okna w swych domach i ogrzewali je. Ostatni żyjący Nundalenowie za kilka lat umrą, a rodziny lub gminy pogrzebią ich i zapomną, a wraz z nimi ich historię.

Ale powód porzucenia wioski może być też inny. W XIX wieku nie było niczym niezwykłym kupowanie całych domów. Stojących w innym miejscu. Rozbierano takie domy i przenoszono. By ponowne złożyć w innym miejscu. W Nundalen stał taki dwupiętrowy dom, który został kupiony i przywieziony z Årdalsfjorden. Ktoś kupił go na aukcji i przetransportował przez wodę. Wciągnął na wzgórze Nundalen i odbudował ponownie. Mieszkańcy twierdzili, że dom ma lokatorów. Dwa duchy poprzednich mieszkańców, którzy popełnili w tym domu samobójstwo. Od tego czasu wieś żyła w strachu, bo duchy nieszczęśników nawiedzały mieszkańców. Może dlatego ludzie opuścili farmy w takim pośpiechu jakby czegoś się bali.

Jest jeszcze jeden niepokojący epizod. Morderstwo. Jedna z historii pewnej zimy, kiedy to handlarz bydłem Erik Nilsen Høyhum z Andal pijąc piwo przechwalał się o swoim majątku. Został okradziony i zabity przez Bottolfa Nundala. Chłopa skazano, a potem uniewinniono. Spekulowano, że przekupił sędziego. Morderca mieszkał nadal we wsi Nundalen, ale zaledwie kilka lat później, zabiła go spadającą skała. Mieszkańcy postrzegali to jako sprawiedliwość boską, bo choć mężczyzna uciekał przed kamieniem ten i tak go dogonił i zmiażdżył.

Jak to się stało, że Nundalen jest w stanie rozpadu i zgnilizny?

Jest garstka ludzi. Mała organizacja, której zależy na tym miejscu i która chce zachować Nundalen. Ludzie Ci odrestaurowali najstarsze gospodarstwo Haugstad, które nosiło w historii wiele nazw od epoki Wikingów. To także jedyne gospodarstwo, które opuszczono ostatnie. Zamieszkiwał tam do swojej śmierci 1 stycznia 1961 roku Herman Hermundson.

Postawa godna podziwu. Bo utrzymanie starych drewnianych budynków blisko siebie, na stromej, bezdrożnej dolinie w zachodniej Norwegii, gdzie zarówno zimą jak i latem ulegają erozji jest zadaniem prawie niemożliwym, jeśli nie są zamieszkane. Nundalen to fragment norweskiej wiejskiej historii, o którym niewiele osób wie i prawdopodobnie zawsze tak będzie.

Tylko w 1970 roku w samej Norwegii zamknięto ponad 115.000 gospodarstw. Jest 30.000 farm w których nikt już nie mieszka i stoją opuszczone, lista ta obejmuje również 10 zamkniętych farm Nundalenów.

Niewiele osób tu dzis przyjeżdża. Dla wędrowców dolin jest tylko ślepą uliczką poza bardziej znanymi trasami. A może Ty osiedlisz się i uratujesz starą wioskę od zapomnienia?

0 comment
1

You may also like

Leave a Comment