Category:

Ciekawostki

krab królewski

Krab Monster z Finnmarku

by Agnieszka

Krab potwór z lodowatego morza, który wędruje bokiem do wykwintnych kuchni całego świata, gdzie kończy swoje dni między szefami kuchni w Tokio, Londynie a Hongkongu. Ale najpewniej spotkasz się z nim w Kirkenes. Zatem, zanim dotrze na drugą półkule świata, poznaj jedno z najbardziej fascynujących stworzeń morskich.

Stawonogi z sercem w d****

Te największe Stawonogi mają szczypce, które rozłupują nawet najtwardsze pancerze, przesuwają kilkunastokilowe przedmioty, rozpiętość ich kończyn wynosi od 1 do 1,5 metra, od pazura do pazura.

Pazury Kraba znajdują się na pierwszej parze nóg. Pazur prawego odnóża jest większy, silniejszy i mocniejszy, służy do rozbijania muszli małż. Lewy służy wyłącznie do jedzenia.

Żołądek znajduje się w głowie, a serce w d****, z tyłu. W sumie ma dziesięć kończyn, ale do chodzenia używa tylko ośmiu. Pozostałe dwie służą do czyszczenia oskrzeli.

Są dojrzałe płciowo w wieku około 10 lat, składają ponad 300 tysięcy jaj. Żyją około ćwierć wieku. Jędzą wszystko bez opamiętania, szybko rosną i mogą ważyć od 8 do 12 kg. Wielkość ich skorupy wynosi 23 centymetry. Są prawie doskonałe.

king krab

Kraby rabusie

Pod koniec lat 70. pierwsze Kraby Kamczackie migrowały przez granicę rosyjską do Norwegii. Zostały zabrane z północnego Pacyfiku i umieszczone na Półwyspie Kolskim w latach 60. XX wieku. Jako pokarm dla zagrożonej populacji. Nikt nie miał pojęcia, jakie spustoszenie Kraby zostawią po sobie. Uśmiercając muszle, omułki, rozgwiazdy, ślimaki i wszelką morską roślinność. Pozostawiają dno morskie kompletnie zdewastowane jak zrabowana dzicz po przemarszu wojsk.

Czerwona Armia Stalina

Ludzie zajmujący się odławianiem tego skorupiaka, który opanował wybrzeże Finnamarku, wędrując po dnie morskim z okolic Murmańska, wiedzą, że niezły z niego zawodnik. Nazywany Czerwoną Armią StalinaKraby zostały specjalnie przetransportowane z Morza Beringa, z ich naturalnych łowisk na północne Morze Barentsa. Miały dawać tanie mięso dla obywateli i rybaków z ZSSR. 

Eksperyment przeszedł najśmielsze oczekiwania. Kraby mają wybitny instynkt adaptacyjny i już wkrótce ich podwodna inwazja spustoszyła cały ekosystem.

Krab, kiedy żeruje zjada co popadnie, wszystko co znajdzie na dnie morza, nawet resztki odrzucone przez ptaki, skorupiaki czy nawet ryby. Ponieważ nie posiada wielu naturalnych wrogów, może pochłonąć dowolne morskie stworzenie, które wejdzie mu w drogę 

krab królewski

Niechciany Król głębin

Nie jest ulubieńcem rybaków. Krab podkrada ryby złapane na haczyk, rozszarpuje im tułowia, odgryza głowę i zostawia resztę. Rybacy później nic nie mogą zrobić z taką rybą, a raczej z tym co z niej zostało. Krab rządzi głębinami niczym król. Stale migruje. Łazi tam i z powrotem po dnie mórz w zależności od temperatury, ale zawsze tą samą wydeptaną trasą. 

Od nędzy do pieniędzy

I tym sposobem Północne Królestwo Neptuna zrobiło się ciasne i tłoczne. W XX wieku Kraby stały się tak liczne, że sieci rybackie w Finnmarku były ich pełne. Rybacy byli zrozpaczeni, a kryzys stał się faktem. Ale mieszkańcy północy, kryzys zamienili w korony. Skoro nie mogli się go pozbyć, zaczęli traktować go jako zasób. Teraz Krab Królewski jest prawdopodobnie tym obcym gatunkiem, który znajduje się na czarnej liście. 

Zrównoważony biznes

Od lat 90. przemysł rybny przekształcił się w połowy Krabów w zrównoważony biznes i silną międzynarodową markę. Dlatego dziś zarówno rybacy jak i turystyka we wschodnim Finnmarku walczy o swój udział w ściśle zarządzanych funduszach, które są przeznaczane na połowy, każdego roku. Jak dotąd kwoty dla wszystkich są niewystarczające. Celem administracji państwowej jest utrzymanie komercyjnego połowu krabów przy jednoczesnym ograniczeniu przemieszczania się kraba na zachód. Wciąż rośnie zarówno cena jak i popyt, także dlatego, że populacja Krabów w innych częściach świata jest przeciążona. 

Zrównoważona populacja

Władze Norweskie musiały wprowadzić strategię zrównoważonej populacji. Limit na połowy długoterminowe objęły Finnmark. Ale by Krab nie rozprzestrzeniał się na wszystkie obszary i nie zagrażał rybom, jak na przykład dorszom, odławianie Krabów na obszarach zachodnich od Przylądka Północnego nie jest limitowana. Tworzenie renomy ze sprzedaży Kraba stało się zdumiewająco ważne.

krab królewski

Flota na giganta

Połowy Kraba są całoroczne. Zakłada się specjalne klatki z okrągłymi otworami na głębokości 100 metrów, do których ofiara wchodzi skuszona smakołykiem, ale nie potrafi już z niej wyjść. Flota do odławiania tych gigantów, to małe statki lub łodzie, bo dystans do pokonania jest niewielki. Po około 10 dniach od opuszczenia pułapki, klatka z Krabem jest wyciągana. 

Wcześniej Kraby zabijano dzieląc na pół, ostrym nożem i odrywano odnóża i szczypce. Teraz, aby Krab nadawał się do sprzedaży, jego wierzchnia pokrywa musi być równomiernie czerwono-brązowa, a dół kremowo-biały. Krab po złapaniu musi być żywy i w dobrej kondycji. Nie może być uszkodzony, skaleczony lub bez odnóży lub szczypców. 

Ostatnia podróż Króla

Żywe Kraby oznacza się datą połowu i nazwiskiem rybaka, który je złapał zanim zostaną wysłane drogą lotniczą na cały świat. Maja nawet swój hotel pod lotniskiem w Gardermoen by odpocząć w drodze. Zapewnia to rentowność, jakość, wydajność i tak zwany dobrostan tych zwierząt. 

Za granice wysyła się żywe, w boksach przykryte tkaniną nasiąkniętą morską wodą i odlicza czas. Na miejscu muszą być maksymalnie za 30 godzin. Krab po wyjęciu z wody szybko się uspokaja, wpada w letarg, jeśli jednak spróbujesz go wziąć, oszołomiony broniąc się będzie próbował uszczypnąć. 

monster krab

Wielkość ma znaczenie

Krab sprzedawany jest na kilogramy, ale wielkość ma znaczenie. Mały Krab to około 80 koron za kilogram, duży Krab to około 150 koron za kilogram. Preferowane, to te minimum z 13 centymetrowymi korpusami. Jednym Krabem spokojnie najedzą się dwie osoby i zajmie pół stołu.

Na stołach Kraby lądują z odciętymi odnóżami, krojone specjalnymi nożami tylko tułowia z oczami się nie jada. Z tułowia i wnętrzności tych stworzeń produkuje się nawozy i karmę dla ryb, najpewniej dla łososi hodowlanych. 

Smak godny Króla

Norwegii czasem jada się surowego Kraba, podkreślając ekskluzywny status Króla. Choć przyrządzony w pięknym czerwonym kolorze jest niezaprzeczalnie królewski. Mięso z jego nóg, szczypców i ogona ma słodko-słonawy smak. 

Najlepszy jest prawy pazur, jego mięso jest najdelikatniejsze. Idealnie nadaje się do smażenia, pieczenia, grillowania. Podaje się go z masłem czosnkowym, majonezem, ziołami i przyprawami i białym pieczywem.

Wielu jednak woli jeść Kraba au naturel, czyli ugotowanego lub przygotowanego na parze podanego z lekką sałatką i skropionego cytryną. 

krab z Norwegii

Atrakcja turystyczna

Niewątpliwie Kraby Królewskie są jedną z największych atrakcji turystycznych i gastronomicznych Norwegii, ale i restauracji, gdzie są wysyłane. 

Codziennie Hurtigruten odbiera z portów północnych popakowane boksy z nieszczęśnikami, które są też atrakcją dla ciekawskich pasażerów promu.

Kłusownicy

Niestety wyjątkowość i duży popyt ze strony konsumentów, powoduje nielegalny połów tych zwierząt. Najwięcej kłusownicy odławiają właśnie z morza Barentsa i masowo eksportują do Japonii. Są wątpliwej wielkości. Kłusownicy pozbywają się niejadalnego korpusu odrywając na żywca odnóża, kolana i szczypce, tak by Kraby zajmowały jak najmniej miejsca na łodzi, a część jedzie jeszcze żywych. Dlatego kupując mięso Kraba powinniśmy zwrócić uwagę na wielkość, kolor i zapach. 

Krab na wagę złota

Jeśli chcecie skosztować jednego z największych Krabów na świecie, bądźcie gotowi zapłacić za niego bajońską sumę. Broni swojej wagi w złocie. To światowej klasy surowiec i delikates. Jest to naprawdę luksusowy smakołyk, serwowany w dobrych restauracjach. Mięso jest jędrne, ma smak lekko słodkawy i bardziej aromatyczny niż mięso z Homara. W Norwegii wiele lokalnych restauracji oferuje różne dania. Wtedy macie pewność, że jest z legalnego źródła i dobrej jakości.

Festiwal Kraba w Vadsø

Vadsø każdego roku odbywa się Festiwal Kraba, Krabbefestival, gdzie króluje on: Monarszy Władca Morskiego Ekosystemu. Stolicą Krabów Królewskich jest Kirkenes, gdzie możesz wziąć udział w połowach, by potem nauczyć się go przyrządzać i najeść do syta, lub wcielić się w wycofanego widza, by wszystko utrwalić kamerą lub aparatem.

kraby północy

Naszym zdaniem

Cóż…gdybyśmy zostali sam na sam w małej łodzi z tym potworem, pewnie przyprawiłoby nas o zawał serca. Zresztą nie jesteśmy znawcami krabiego mięcha ani smakoszami morskich specjałów. Zwracamy uwagę na humanitarny odłów i prosimy ty też zwracaj. 

Do końca nie wiemy, czy w porządku jest gotować żywą i czującą istotę, tylko po to, by zaspokoić nasze kulinarne zachcianki. Bo nie tylko kręgowce, ale i skorupiaki odczuwają ból i okropną praktyką jest wrzucanie ich do wrzącej wody i odrywanie im nóg, kiedy jeszcze żyją. A dźwięk pisku jaki wydają z siebie jest powodem, by takich praktyk zaprzestać. Prosimy nie zjedzmy wszystkich. 

0 Email

Łoś (Alces Alces łac.) to symbol Skandynawii. Jeden z najsłynniejszych stworzeń w Norwegii, ustępuje popularnością tylko Trollowi, to niekwestionowany Król Kaleson, Szos i Skandynawskich Lasów. Wiesz dlaczego? Nie? To poczytaj.

Populacja tego giganta bardzo wzrosła od lat 70. XX wieku, każdego roku rodzi się nawet 40 tys.tych pięknych zwierząt. Tak duża liczba sprawia, że prawdopodobnie spotkasz Łosia w Norwegii. Niezależnie od tego czy jedziesz norweską krajową czy wędrujesz po polach i lasach czy rozpalasz grilla w przydomowym ogródku. Łoś stał się Dobrem Narodowym, a jego głowa bardzo pożądanym łowieckim trofeum.

łoś

Wielka wojna Łosi

Przez cztery lata toczył się spór między Moose w Kanadzie, a norweskim Stor-Evdal o to, który posąg Łosia jest większy, (pisałam o tym sporze tutaj). Walkę o największy posąg wygrała Kanada. Przyprawiając swojemu pół metra większe rogi, tak by dorównał konkurentowi z północy. Norwegia rozważała wprawdzie zbudowanie kolejnego gigant Łosia i to dwukrotnie większego od poprzednika, a do tego w złocie! Na szczęście Norweska skłonność do kompromisów i pogodne usposobienie oddało tytuł Kanadzie zakopując topór wojenny i kończąc Wielką Wojnę Łosi.

łoś

Ale jaki jest Łoś każdy widzi

Prawdziwy Łoś nie jest w prawdzie tak wielki jak jego posąg, ale jest całkiem duży. W kłębie dorosły osobnik może być długi na 3 metry, a wysoki na 2,5 metra. Waga Łosia dochodzi często do 740 kilogramów. Jego kuzyn z północy jest większy niż ten z południa.Dorosłe samce, byki ważą średnio 25% więcej niż samice, czyli krowy. Cielęta Łosia po urodzeniu ważą zaledwie 11-15 kg, ale już jesienią będą ważyć nawet do 200 kg a rosnąć przez 7 lat.

Łoś słabo widzi, ma 32 zęby, jego uszy mają prawie 30 cm, a ogon 15 cm. Z jego głowy wyrastają, szerokie dwumetrowe łopaty i rosną zawsze na północ, ważą nawet 20 kilogramów. Łoś tak sobie łazi 25 lat, powoli, niezgrabnie jakby inochodem, ale jak się rozpędzi, może biec z prędkością nawet 60 km na godzinę i to jego rozmiar sprawia, że staje się niebezpieczny. 

Futro z Łosia

Łoś ma gruby płaszcz zimowy, który zmienia na wiosnę na krótsze i cieńsze futro letnie. Wygląda wtedy nędznie z dużymi bezwłosymi obszarami,  nogi i brzuch mają jasno szary kolor. U samicy ciągnie się on aż do ogona, u samca następuje gwałtowne przejście od jasnych nóg do ciemnego koloru i wygląda jakby miał na sobie jasne kalesony. Oprócz poroża to najważniejsza cecha cielesna przy odróżnianiu płci. Futro Łosia ma umaszczenie od czarnego do wszystkich odcieni brązów i szarości. Zdarzają się też Łosie albinosy. 

rogi łosia

Korona Łosia, Króla Lasu

Łoś w samiec ma poroże, a nie rogi, które wyrasta każdego roku od nowa. Już u pierwszorocznych cieląt można dostrzec centymetrowe grudki na głowie, które są kiełkującym porożem, zwany jest żartobliwie jeżozwierzem i ma rogi trochę jak kierownica roweru. Poroże jest największe, gdy byk ma 5-8 lat i może ważyć nawet do 30 kg. Poroże Łosia ma łopatowate a jego tylna część ma kształt płaskiej miski z krótkimi kolcami.

Poroża wypadają zwykle w okresie zimowy. Natychmiast pojawia się nowe i rośnie nawet do 2 cm. dziennie. Poroże to symbol statusu byka, a wielkość poroża ma ogromne znaczenie dla ilości samic, które byk może pokryć podczas rykowiska. Krowy zazwyczaj wolą największe byki z najbardziej okazałymi porożami. Ponadto jest szansa, że byki z mniejszym porożem ustąpią miejsca bykowi z bardziej imponującą koroną.

Król na rykowisku

Okres rykowiska, czyli czas, kiedy samice są gotowe na pokrycie, przypada zwykle na jesień. Byki osiągają maksymalną masę ciała po lecie, by w tym intensywnym okresie dużej aktywności stracić nawet 80 kilogramów. Stają się agresywne dla swoich rywali. Wykopują doły, znaczą je swoim moczem i tarzając się, perfumują się nim, by być jak najbardziej atrakcyjnym dla swoich wielu samic. Niestety byk ma tylko jeden dzień na pokrycie samic, tak wiele jak to tylko możliwe. To gorący czas.

Samica Łosia może odłożyć ruję, jeśli nie znajdzie odpowiedniego partnera, z którego jest zadowolona ale zachodzie w ciąże jeśli osiągnie wagę 300 kilogramów, inaczej przyjdzie jej czekać do następnego roku. Samica Łosia jest w ciąży przez około 240 dni, cielęta zaczną rodzić się pod koniec maja do czerwca. Najczęściej na świat przychodzą bliźniaki, co oznacza, że populacja Łosi w Norwegii ma się dobrze. 

Łoś ma wielkie oczy

Łoś ma duże oczy i nozdrza, które rozchodzą się delikatnie na boki, dzięki temu może odbierać zapachy i wrażenia wzrokowe zarówno z przodu, boku, jak i z tyłu. Najważniejszym zmysłem jest węch, który jest bardzo dobrze rozwinięty. Uszy, które są duże i możne nimi strzyc oddzielnie we wszystkich kierunkach, działają jak anteny i sprawiają, że Łoś słyszy bardzo dobrze i wyłapuje dźwięki wokół siebie. 

Łoś słabo postrzega obiekty, które są nieruchome i nie wyróżniają się z otoczenia. Dlatego też nie jest niczym niezwykłym, że gdy spotkasz w lesie Łosia i znieruchomiejesz będzie obserwował cię przez długi czas. Jednak, jeśli się poruszysz lub poczuje twój zapach, natychmiast ucieknie. Ale uważaj jeśli jest to matka z młodymi, bo potrafi pogonić wilka czy niedźwiedzia zatem człowieka tym bardziej.

Cztery żołądki Łosia

Łoś pasie się w paprociach i ziołach. Uwielbia wrzos, jagody, wierzbę, sosnę a także korę brzozy. Zjada 15 kg. gałązek dziennie. Szacuje się, że matka z bliźniakami, zjada około 4. ton gałęzi od grudnia do kwietnia. Łoś jest przeżuwaczem, może zjadać bardzo ciężkostrawne pokarmy, żeby strawić pokarm rozkłada w swoich czterech żołądkach i ma 20 metrów jelita cienkiego.

Łosie jedzą przez całą dobę, 9 godzin dziennie zimą i 12 godzin dziennie latem, resztę czasu przeżuwają. Łoś nie ma przednich zębów w górnej szczęce, tylko twardą płytkę chrzęstną na podniebieniu. Odcina jedzenie zębami z dolnej szczęki lub wyrywa mocnymi wargami. Ma długie nogi i stosunkową krótką szyje, co uniemożliwia mu pasanie się na stojąco i musi paść na kolana, dlatego najczęściej żeruje na mokradłach lub obgryza łodygi i liście drzew na wysokości 30 cm w górę. 

łoś

Król moczarów i bagien

Łoś bardzo dobrze znosi ekstremalne temperatury nawet -30°, ale za to źle radzi sobie z wysokimi temperaturami, zaczyna bardzo dyszeć i otwiera pysk. Dlatego lubi kąpiele w rzekach i bardzo dobry z niego pływak. Może przepłynąć kilka mil w otwartym akwenie wodnym. Pomimo ogromnych nozdrzy, bardzo dobrze też nurkuje i pasie się zjadając bagienną roślinność. 

Magiczne moce Łosia

Ryciny naskalne ukazują, że od 9.000 lat Łoś zajmował bardzo ważne miejsce w życiu każdego plemienia. Ze względu na wodoodporną skórę i runo jakie pokrywa jego ciało, wierzono, że miała moc ochronną. Wojownicy ubrani w skórę Łosia mieli być niezniszczalni, a pierścienie z jego poroży lub kopyt miały moc leczniczą i pomagały przy skurczach i epilepsji, ale ta wiedzę zabrali ze sobą plemienni ludzie do innych światów.

Unicestwić króla

Łoś w warunkach naturalnych ma wprawdzie wrogów, są nimi drapieżniki, takie jak wilk czy niedźwiedź, lecz rzadko podejmują się ataku. Najczęściej rosomaki są zagrożeniem dla cieląt Łosia i oczywiście człowiek. Łosie sprzedaje się głównie na mięso to skóry, poroża i racice też są atrakcyjne dla kolekcjonerów. Do dziś dnia robi się ozdoby i gadżety dla myśliwych.  

W połowie XVIII wieku Norwegia była bliska wytępienia Łosia dopiero “strzelanie ukierunkowane”, w 1967 roku zmieniło formę polowań tak, by zostawić przy życiu dorosłe krowy. Populacja została uratowana i wzrosła pod koniec XIX wieku. obecnie jest 30 razy większą niż 60 lat temu. Dawniej rocznie polowano na 1.000 Łosi, na początku lat 70. liczba ta wzrosła do 6.000 Łosi. Dziś od strzałów ginie 35 do 40. tyś. tych cudnych zwierząt.

łoś

Łowcy Łosia

Dla właścicieli lasów, zniszczenia spowodowane wypasem Łosia i coraz większej jego populacji są bardzo dotkliwe.Na kilku obszarach Norwegii zagęszczenie tych zwierząt jest tak duże, że zbliża się do krytycznego progu. Zwiększa to ryzyko kolizji Łosia z samochodami i pociągami, prowadzi też do problemów z zalesianiem i zwiększa choroby zwierząt leśnych. 

W Norwegii istnieją bardzo długie tradycje związane z łowiectwem i polowaniem. To dziedzictwo kulturowe, którym Norwedzy tak szczycą się na rynku międzynarodowym. Wartość odstrzału tego pięknego zwierzęcia sięga prawie 330 mln koron norweskich. Norwedzy bardzo chwalą sobie smak ich mięsa, a także duży zbyt na poroża. Obecnie na odstrzał Łosi musi być specjalne zezwolenie. Ale prawda jest też taka, że dla Norwegów czas polowań na Łosia jest najważniejszym wydarzeniem w roku.

Licencja na zabijanie

Stowarzyszenia Łowieckie organizują kilka kursów rocznie, dla myśliwych by zwiększyć rekrutacje chętnych do polowania na Łosie. Kurs jest obowiązkowy, wymaga znajomości gatunków i rodzaju broni oraz przepisów. I choć w Norwegii łowcą treningowym może być 14 latek to myśliwym zwierzyny łownej będzie po ukończeniu 18 lat i zdaniu egzaminu łowieckiego. Co roku w Norwegii jest 60 tyś. łowców Łosi.

Polowanie odbywa się w grupach, z psami myśliwskimi. Jeśli myśliwy nie posiada psa może go sobie wypożyczyć wraz z przewodnikiem ze Związku Kynologicznego.Pomimo, że każdego roku na drogach ginie tysiące Łosi to zdecydowanie największą przyczyną ich śmierci jest polowanie. Średnio około 90% wszystkich urodzonych w Norwegii, zostanie odstrzelonych podczas polowania. I to jest smutna prawda. 

znak łoś

Łoś królem szos

Wielu uważa, że najlepszym środkiem zapobiegania takim wypadkom, jest zmniejszenie populacji tych zwierząt. Ale sam odstrzał nie wystarczy. Łosie karmi się na zimę, aby odciągnąć zwierzęta od dróg i torów kolejowych, wycina roślinność na 10 metrów od drogi, tak by kierowcy i maszyniści widzieli zagrożenie z daleka. Jednak wypadki zdarzają się często.

Przyczyna wypadków jest złożona. Wypadki oprócz utraty zdrowia, a nawet życia prowadzą do poważnych szkód matarialnych. Dla całego społeczeństwa to koszt nawet 300 milionów koron norweskich. Liczba Łosi dramatycznie wzrosła w ostatnich dziesięcioleciach. Jak i flota samochodowa urosła do skandalicznych rozmiarów, co za tym idzie wzmożony ruch uliczny, oraz prędkość na drogach. Łosi ginie około 1500. Co roku giną także ludzie w wyniku zderzenia z ogromnym prawie tonowym zwierzęciem.

znak drogowy łoś

Uwaga Łoś

Dla kierowców bardzo ważne jest przestrzeganie znaków ostrzegawczych na norweskich drogach. Oznacza to zmniejszenie prędkości i zachowanie szczególnej czujności, by wypatrzeć doskonale kamuflujące się przy poboczu zwierzęta, nim będzie za późno. Łoś ma jedną drogę ucieczki, nie cofnie się z obranej drogi, tylko biegnie prosto w kierunku, w którym właśnie zmierzał. Najlepszą radą, kiedy wiesz, że zderzysz się z tym gigantem jest to, byś celował w zad i tylne nogi, tylko w ten sposób masz szanse zmniejszyć konsekwencje kolizji.

Łosie przy drogach najczęściej spotkać można jesienią i wiosną, wtedy są najbardziej aktywne i wtedy też matki odstraszają zeszłoroczne cielęta i wiele młodych Łosi bez doświadczenia, zdezorientowanych błąka się po okolicy, szukając nowych miejsc do osiedlania się. Nie zachowują się one logicznie w obliczu zagrożenia ruchem ulicznym. Łoś jest też najbardziej aktywny po zmierzchu, ale i o świcie. 

Potrącony Łoś

Jeśli przydarzy ci się taka sytuacja to musisz wiedzieć, że jesteś w obowiązku zatrzymać się i pomóc, jak tylko jest to możliwe. Bez względu na to czy masz poczucie winy czy jesteś wściekły. Najczęściej Łoś zostaje ciężko ranny lub ma połamane kończyny. Najpierw upewnij się, czy nic ci nie grozi. Jeśli nie, usuń swoje auto z drogi, wystaw trójkąt ostrzegawczy, światła ostrzegawcze i ubierz kamizelkę odblaskową, dopiero jak to zrobisz, sprawdź w jakim stanie jest zwierzę i czy nie zbiegło w szoku do lasu.

Pod żadnym pozorem nie goń go lub nie dotykaj, tym zajmują się specjalnie wyszkoleni ludzie lub psy.  Zadzwoń pod numer 02800 i zgłoś kolizję lub na 113. Wskaż kto dzwoni, co się stało ilu jest rannych i podaj lokalizację. Zaznacz miejsce kolizji, by można było śledzić drogę rannego zwierzęcia. Bo ono także cierpi i potrzebuje pomocy. 

Ostrożnie na drodze

W Norwegii drogi krajowe, autostrady najczęściej mają zabezpieczenia w postaci wysokich płotów, zwierzęta mogą przechodzić na drugą stronę tylko w wyznaczonych miejscach lub przez specjalne tunele.Inaczej jest na drogach wewnętrznych, które otulone lasem są naprawdę niebezpieczne. Ale Łosie mogą pojawić się nawet w miastach.

Nie ignoruj znaków, usłanych przy drodze, zdejmij nogę z gazu i wytęż zmysły, zaangażuj współpasażerów. My wiemy, że wielokrotnie 60km/h na liczniku uratowało nam zdrowie, a nawet życie, a co za tym idzie, wspaniały Król Lasu urodził się na nowo! 

Autostrada Łosi

Każdej wiosny i jesieni nawet 700 Łosi przemieszcza się między nizinami na zachód od jeziora Mjøsa, a wyższymi obszarami w EspedalenSkåbu i Murudalen na zachód od Gudbrandsdalen. W przeciwieństwie do wędrówek Łosi w innych częściach świata, Łosie migrują w Elgland, aby spędzić zimę na wysokości, a następnie wracają na wiosnę. Zwierzęta od 10 tyś. lat wiernie podążają tym utartym szlakiem za pożywieniem i nadal to robią. 

Możesz wynająć nocleg w Elgtårnet 12 metrów nad „Autostradą łosi” skąd będziesz podziwiał Wielką Wędrówkę Łosi Elgland, skąd każdej wiosny i jesieni setki łosi migruje w góry i z gór. Wieża ma łóżka dla ośmiu osób, a duże okna zapewniają, że każdy ruch na zewnątrz nie umknie twoim oczom.

łoś

Łosie w niewoli

Elgtun w Bygland to park przyrodniczy służący, do przyjaznych spotkań zwierząt i ludzi. W Bjørneparken w Hallingdal, zaledwie kilka godzin od Oslo, możesz pogłaskać Łosia i nakarmić go marchewką. W parku przyrody Langedrag, również w Hallingdal, spotkasz piękną Łosicę, które na imię Ea i jej urocze cielęta. Inne miejsca, w których można spotkać króla lasu, to norweskie centrum ŁosiStor-ElvdalDyreparken w Kristiansand, rodzinny park Namsskogan w Trøndelag i Polar Park w Narwiku.

Odwiedziliśmy jeden z Parków w Stor-Elvdal, i do dziś mam przed oczami najbardziej nieszczęśliwe Łosie na świecie. Obojętne na otaczający je świat, pozbawione instynktu, na których człowiek nie robi wrażenia i zawsze jest intruzem w ich świecie. Łosie z połamanym porożem i mętnymi oczami. Cierpiące za kratami w niewoli życia. I choć już kilka razy Łoś wyrósł nam przed maską, to właśnie zderzenie z nimi w niewoli zapamiętamy najbardziej. Ludzie nie róbcie tego tym dzikim, potężnym, wyniosłym zwierzętom. Pozwólmy im żyć w ich środowisku. Niech pozostaną nieposkromione i dzikie. Choć zginą z rąk człowieka przynajmniej życie będą miały szczęśliwe.

0 Email

Wioska duchów

by Agnieszka

Bezdrożna wioska w zachodniej Norwegii jest jak wehikuł czasu. Domy wydają się opuszczone w pośpiechu. To co pozostawili mieszkańcy wiele mówi o twardym życiu Norwegów kilka dekad temu. Ale stara wioska ma kilka historii.

To wioska pozbawiona drogi, której chaszcze traw zarosły wydeptane ścieżki jej dawnych mieszkańców. Oderwana, zapomniana, obca i opuszczona tak jak w Nundalen. To leżąca w wewnętrznej część Songefiordu osada, która znajduje się 530 metrów nad fiordem. Wystarczy pójść tam po zmroku, wsłuchać się w ciszę, by usłyszeć szepty i poczuć dziwne ruchy. Tu stoi dom Johanny starszej pani, która mieszkała tu do 1961 roku. Właściwie to tak niedawno, ale tu minęła cała wieczność. We wczesnych latach 60. wielu Norwegów miało już lodówki, kuchenki elektryczne. Aż 53 % wszystkich gospodarstw miało też pralki czy samochody, a w wielu domach świecił telewizor. Ale nie w Nundalen tutaj nigdy nie dotarł prąd ani nie dojechał żaden samochód. Telewizję znali tylko z opowiadań, bo w wiosce nie było nawet sygnału.

Tutaj we wsi można iść albo prosto w górę albo prosto w dół. Jedyna droga to ta od wody, na pieszo pod górę z Seimsdalen. Mieszkańcy używali jedynie tej ścieżki, którą ciągnęli swoje wózki z towarami z łodzi do domów. Niezbędne do życia meble, przybory kuchenne, przedmioty z czasów dzieciństwa 80. lat. To taka sentymentalna podróż. Zużyte meble udowadniają ciężkie, ale długie życie. Wysłużone krzesła i łóżka służyły tak długo, aż się nie rozsypały. Jednak nawet wtedy próbowano dać im drugie życie, trzecie i czwarte. Utrata oznaczała wyprawę łodzią do najbliższego miasta, gdzie mieszkańcy kupowali potrzebne rzeczy za ciężko zdobyte pieniądze. By potem wciągnąć łupy i zdobycze pionowo w górę. Co zdolniejsi robili sami. Farbowali naturalnymi farbami, strugali, rzeźbili. Bo tutaj w Nundalen drewna było pod dostatkiem.

Ówcześni mieszkańcy mieli ciężkie życie. Do dziś w domach można znaleźć ich rzeczy. Szczęśliwcy znajdują nawet bardziej osobiste przedmioty jak np. książkę, której tytuł brzmi Bez Boga i bez nadziei.  Bóg musiał odgrywać ważną rolę w życiu Nundalenów. Bo jak inaczej udało im się znaleźć radość życia w tak odległym i odizolowanym od reszty świata miejscu. W ciemnościach zimy, myśli musiały być trudne do zniesienia. Lecz gdy światło stopniowo powracało zdawali sobie sprawę, że Nundalen to także fantastyczne miejsce. Widok z okna Johanny jest godny królowej. Widać gęsty las, który mieszkańcy regularnie karczowali. Bujne trawy i wysokie góry. Wody fjordu Årdalsvannet, majaczące światłem daleko w dole. Nundalen mógłby odegrać główną rolę w jednej ze słynnych przygód Asbjørnsena i Moe.

Jest w tym miejscu coś norweskiego i przypomina trochę podróż do czasów, gdy bajki i trolle zajmowały ważne miejsce w duszy Norwegów. I uświadamiamy sobie, że jesteśmy pod wrażeniem tych, którzy tu mieszkali. Biorąc pod uwagę jak ciężkie było ich życie, tak właśnie żyli wcześniej Norwegowie. W przeszłości byli twardzi, silni i pracowici. Dopiero trzy ostatnie dekady, niezwykle wygodnego życia zmieniły ich wszechstronność. Wątpliwe czy jakiś Nundalen był leniwy lub uzależniony od gier lub jedzenia.

Ślady pierwszego domostwa w Nundalen od 1862 roku było własnością kościoła. Historia opowiada, że farma prawdopodobnie przed Czarną Śmiercią nazywała się Sel. Zamieszkana przez kilkaset lat. W książce: Norweskie opuszczone farmy, Øysteina Mortena można przeczytać, Ludzie mieszkali tu prawdopodobnie od czasów Wikingów. W latach przed II wojna światową mieszkało tu nawet 100 osób.

Osada zawsze zaczyna się od jednej lub dwóch domów. Z czasem przybywało ludzi a społeczność rosła. Budowano domy, brukowano drogi, uprawiano zimię. Osada stawała się wsią i tak powstawały miasta. Ale tutaj historia poszła w drugą stronę. Jednym z powodów może być nierówny teren i kiepskie warunki. Jednak kiedy spojrzymy jak tu bujnie, a w Åndalsvannet są ryby, pożywienia było dużo dla zwierząt i dla ludzi. Wystarczyło być pracowitym.

Dlaczego wioskę porzucili jej mieszkańcy?

Głównym powodem, dla którego wioskę Nundalen eksmitowano, a nie przeniesiono jest najprawdopodobniej fabryka aluminium w Øvre Årdal. Nundalowie byli pierwszymi norweskimi uchodźcami środowiskowymi. Uciekli od trujących chmur w 1944 roku. Kiedy produkcja aluminium zaopatrywała nazistów wojennych. W tamtych czasach niewiele uwagi poświęcano środowisku, a to doprowadziło do ekstremalnego zanieczyszczenia, emitując do 80 kg fluoru na godzinę. Nundalen jest położone mniej niż dwa kilometry w linii prostej do fabryki. Już wtedy rolnicy donosili o szkodach w uprawach i chorobach zwierząt domowych. Niektóre raporty twierdzą, że emisja fluoru doprowadziła do tego, że rodziły się zdeformowane zwierzęta, które trzeba było zabijać przy narodzinach.

Kierownictwo zakładu było świadome istnienia szkodliwych emisji jeszcze przed uruchomieniem. Ale i tak w latach 50. zwiększono emisję. Było tak źle, że pisały o tym gazety. Nazywano to miejsce zatrutym piekłem przemysłowym. Ale przemysł przynosił ze sobą zbyt wiele korzyści. Praca oznaczała stały dochód i bogacenie się społeczeństwa. Pomimo szkód jakie fabryka wyrządziła inwentarzowi i społeczności Nundalen było nic nie znaczącym problemem. Nawet młodzi Nundalenowie zdecydowali się przenieść z wioski do centrum. Do pracy w fabryce. Tu toczyło się życie towarzyskie. Tak dobre życie, że nie chcieli by kojarzono ich z Nundalen. Wyparli się swojego pochodzenia gdy ludzi z ich rodzinnej wioski potępiano. Nazywając odludkami i dziwakami.

Pod koniec lat 50. wszystkie zwierzęta ubito. Ludzie opuszczali swoje gospodarstwa dobrowolnie lub byli z nich ewakuowani. Można nawet stwierdzić, że w pośpiechu. Jakby martwili się o swoje życie tak bardzo, że musieli uciekać przed kłębami chmur z fluoru. Po opuszczeniu wioski weszli nieznajomi i zniszczyli wszystko co stanowiło jakąś wartość. Powybijali okna i okradli do reszty gospodarstwa. Tak by nikt nie mógł wrócić lub ponowie osiedlić się. Dlatego smutno być światkiem upadku. To przecież historie ludzi, którzy przez setki lat osiedlali się na stromych zboczach. Z wielkim trudem, czerpali z natury co się dało. Jarzmili niedostępne tereny, uprawiali dziką ziemię. Uszczelniali okna w swych domach i ogrzewali je. Ostatni żyjący Nundalenowie za kilka lat umrą, a rodziny lub gminy pogrzebią ich i zapomną, a wraz z nimi ich historię.

Ale powód porzucenia wioski może być też inny. W XIX wieku nie było niczym niezwykłym kupowanie całych domów. Stojących w innym miejscu. Rozbierano takie domy i przenoszono. By ponowne złożyć w innym miejscu. W Nundalen stał taki dwupiętrowy dom, który został kupiony i przywieziony z Årdalsfjorden. Ktoś kupił go na aukcji i przetransportował przez wodę. Wciągnął na wzgórze Nundalen i odbudował ponownie. Mieszkańcy twierdzili, że dom ma lokatorów. Dwa duchy poprzednich mieszkańców, którzy popełnili w tym domu samobójstwo. Od tego czasu wieś żyła w strachu, bo duchy nieszczęśników nawiedzały mieszkańców. Może dlatego ludzie opuścili farmy w takim pośpiechu jakby czegoś się bali.

Jest jeszcze jeden niepokojący epizod. Morderstwo. Jedna z historii pewnej zimy, kiedy to handlarz bydłem Erik Nilsen Høyhum z Andal pijąc piwo przechwalał się o swoim majątku. Został okradziony i zabity przez Bottolfa Nundala. Chłopa skazano, a potem uniewinniono. Spekulowano, że przekupił sędziego. Morderca mieszkał nadal we wsi Nundalen, ale zaledwie kilka lat później, zabiła go spadającą skała. Mieszkańcy postrzegali to jako sprawiedliwość boską, bo choć mężczyzna uciekał przed kamieniem ten i tak go dogonił i zmiażdżył.

Jak to się stało, że Nundalen jest w stanie rozpadu i zgnilizny?

Jest garstka ludzi. Mała organizacja, której zależy na tym miejscu i która chce zachować Nundalen. Ludzie Ci odrestaurowali najstarsze gospodarstwo Haugstad, które nosiło w historii wiele nazw od epoki Wikingów. To także jedyne gospodarstwo, które opuszczono ostatnie. Zamieszkiwał tam do swojej śmierci 1 stycznia 1961 roku Herman Hermundson.

Postawa godna podziwu. Bo utrzymanie starych drewnianych budynków blisko siebie, na stromej, bezdrożnej dolinie w zachodniej Norwegii, gdzie zarówno zimą jak i latem ulegają erozji jest zadaniem prawie niemożliwym, jeśli nie są zamieszkane. Nundalen to fragment norweskiej wiejskiej historii, o którym niewiele osób wie i prawdopodobnie zawsze tak będzie.

Tylko w 1970 roku w samej Norwegii zamknięto ponad 115.000 gospodarstw. Jest 30.000 farm w których nikt już nie mieszka i stoją opuszczone, lista ta obejmuje również 10 zamkniętych farm Nundalenów.

Niewiele osób tu dzis przyjeżdża. Dla wędrowców dolin jest tylko ślepą uliczką poza bardziej znanymi trasami. A może Ty osiedlisz się i uratujesz starą wioskę od zapomnienia?

1 Email

Rok z życia owcy

by Agnieszka

Uparty jak baranek, głupia jak owca.

Wyobraźcie sobie rolnika, który w owczarni ma 100 owiec. W jednym stadzie jest 23 owce, 75 maciorek i dwa barany. Maciorki to dorosłe samice owiec, które urodzą jagnięta były i będą matkami. Owce żyją średnio od jednego do siedmiu lat. Młode zostają matkami już następnej wiosny, zaledwie rok po tym jak same były jagniątkami. Dzięki temu, że mogą mieć dzieci może dożyją nawet kilka lat. Tyle szczęścia nie mają małe baranki, prawdopodobnie będą zabite już na zimę. Po krótkim, ale szczęśliwym wolnym życiu na soczystych łąkach. Jeśli nie zaatakuje je drapieżnik.

Styczeń

Styczeń to spokojny miesiąc zarówno dla hodowców owiec jak i owiec. Barany zrobiły co do nich należało i większość owiec jest w ciąży. Oznacza to, że mają małe jagnięce zarodki w brzuchach. Okres ciąży owiec wynosi 145-150 dni, a dobra zasada zapamiętywania to 5 miesięcy minus 5 dni. Całe stado przebywa w boksach. Teraz życie jest proste, kręci się głównie wokół jedzenia, odpoczynku i czekania na wiosnę. Przez całą zimę zwierzęta jedzą kiszoną trawę w belach tzw. Rundballe Grass, trochę Kraftfortu, który uwielbiają i suchą karmę witaminizowaną czasem dostają antybiotyki. Średnio jedna owca zjada 4-5 kg. karmy dziennie, rano i wieczorem.

Luty

Dni są podobne do styczniowych, jednak płody rosną w brzuchach i można zrobić USG. Owce są głodne bez posiłku i hałaśliwe. Przyjeżdża wtedy specjalista z ultrasonografem, który przemierza 2600 kilometrów od gospodarstwa do gospodarstwa i liczy około 120.000 jeszcze nienarodzonych jagniąt. Odwiedza on wówczas do dziesięciu gospodarstw dziennie i może obejrzeć ponad 100 zwierząt każdego dnia. A rocznie wykonuje około 50.000 badań. Maciorka na południu rodzi wcześniej niż jej kuzynka na północy.

USG najlepiej wykonać, gdy jest między 45 a 70 dniem ciąży. Owce stoją w ciasnym boksie pojedynczo i prześwietla się im brzuchy, wtedy wiadomo ile mają płodów. Rolnik zapisuje ilość i zagania następną owce do boksu. USG daje rolnikom klucz do planowania nadchodzących dni. Wiedza o tym, ile owieczek nosi maciorka, jest na wagę złota dla hodowcy. Stado można sortować, a karmienie dostosować do liczby płodów. Ponadto dobrze jest móc obliczyć ilość pracy, tak by hodowca nie musiał czekać na trzecie i czwarte jagnię, którego nie będzie. Owce, które nie są w ciąży najczęściej kierowane są na rzeź.

Koncentraty i lepsza karma spowodowały w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrost liczby płodów na owcę. 20 lat temu, kiedy USG było już dostępne normalnym było dwa, czasem trzy jagnięta. Teraz nie jest rzadkością czworaczki, a nawet sześcioraczki. Dzięki USG rolnik wie czego się spodziewać, bo w przypadku mnogich ciąż owca będzie potrzebowała pomocy. Potrzebne będzie też przedszkole dla jagniąt, ponieważ maciorka ma tylko dwa wymiona, małe adoptuje inna owca lub człowiek. Oznacza to, że małe, jeśli inna owca ich nie przyjmie karmione będą butelką. Te małe słodziaki w człowieku będą widziały matkę, biegły za nim jak pieski, ssały ubrania czy palce i chodziły za nim krok w krok.

Aby przyjęła ich inna owca, która ma tylko jedno jagnię musi uwierzyć, że jest ono jej własnym, a to możliwe jest od razu podczas porodu. Dlatego ważne jest planowanie i logistyka, tak by być przygotowanym na takie połączenia. Większość owiec stara się dobrze opiekować więcej niż dwoma jagniętami, a adopcja jagnięcia nie jest wcale łatwa, bo lochy doskonale wiedzą kim jest jej dziecko i nie lubią, gdy się je oszukuje. Dlatego zdarza się, że odrzucają maluchy.

Marzec

Codzienne życie to nadal jedzenie, żucie i odpoczynek. Teraz łatwo jest zauważyć, że owce są w ciąży. Coraz ciężej jest im wstawać i kłaść się, a przy tym bardzo stękają. W marcu często strzyże się wszystkie owce. To jest praca, która wymaga doświadczenia specjalisty Saueklippera z mocnymi plecami, silnymi ramionami i nogami. Konieczna jest też specjalna elektryczna maszynka. Czasem strzyże sam rolnik, jeśli przeszedł kurs, organizowany przez specjalne Związki Hodowli Owiec I Kóz. Większość Światowych Mistrzów Strzyżenia pochodzi z Australii, i potrafi ostrzyc owce w 30 sekund.

Owce strzyżone są dwa razy w roku. Jesienią i wiosną. Wełna z owiec strzyżonych w marcu to wełna wiosenna, nie jest tak piękna i długa jak jesienna. Ale ważnym jest, aby ostrzyc owcę przed porodem. Nowonarodzonym maluchowi znacznie łatwiej będzie znaleźć wymiona by ssać mleko. Ale strzyżenie powinno odbywać się co najmniej na 3 tygodnie przed porodem, aby uniknąć nieprawidłowego ułożenia płodów, które są teraz duże i uciskają na organy. Strzyżone owce muszą siedzieć na tyłku, a tuż przed urodzeniem takie pozycje są odradzane.

Dla ludzi ważnym jest to, że wełna rośnie na owcach, bo to jedyne zwierzęta hodowlane, których wełna nadaje się na ubrania o czym wiedzieli już przed erą Wikingów. Wełniane ubrania oddychają i są dobre na ubrania sportowe do warunków zewnętrznych, dla tych którzy dużo się ruszają są spoceni i rozgrzani. Dlatego wełna idealnie nadaje się dla dzieci, a te wiadomo spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu w deszczu i mrozie w norweskich przedszkolach.

Wełna owiec jest sortowana. Z ogona i pośladków jest pakowana osobno ze względu na cenniejsze futro. Wełna zostaje wysłana do fabryk, gdzie jest prana, czesana i farbowana. Z przędzy norweskie kobiety dziergają, szydełkują i robią na drutach prawdziwe dzieła sztuki dumnie noszone. Pożądane i bardzo modne. Do tego przepiękne i niestety bardzo drogie. Bo wyjątkowe.

Kwiecień

W pierwszych tygodniach kwietnia rodzą się jagnięta. Owce to bardzo mądre zwierzęta i wiedzą, kiedy najlepiej im urodzić. Małe jagnięta potrzebują od matki dużo mleka. Uderzają główkami w wymiona swoich matek by pobudzić gruczoły mlekowe do produkcji. Wtedy locha musi otrzymywać specjalne pożywienie, by mogły produkować najlepsze mleko. Jednak najlepsze mleko jest wtedy, gdy owce są na wypasie wiosennej trawy, która właśnie zaczęła kiełkować. Trawa jest pełna białka, witamin i minerałów i jest doskonałą zdrową żywnością.

Przed porodami rolnik musi dokonać wielu przygotowań ważne jest, aby owca mogła pozostać sama z młodymi przez pierwsze dni w specjalnych boksach. Dzikie zwierzęta po urodzeniu w lesie również znajdują miejsce na spokojny połóg. Owca, gdy zbliża się poród staje się niespokojna, kopie, kręci się po boksie, nie jest zainteresowana jedzeniem, wtedy rolnik musi przenieść ją do specjalnego boksu. Owca kładzie się, a człowiek pomaga jej w porodzie.

Najpierw owca rodzi balon z wodami płodowymi. Jego celem jest otwarcie kanałów rodnych. Jeśli wszystko jest w porządku, nie potrwa to długo zanim kopyta jagnięcia będą widoczne i po kilku kolejnych jękach głowa wychodzi razem z przednimi nogami. Wygląda jakby jagnię wypływało z ciała matki. Kiedy jest więcej jagniąt, zwykle pojawiają się jedno po drugim w ciągu kilku minut, ale zdarza się, że porody mnogie trawią godzinę. Po każdym porodzie powtarza się lizanie i poznawanie. Kilka sekund później jagnię potrząsa głową i mówi pierwsze beeee. Łożysko jest zlizywane przez matki. Powitalnym lizaniem.

Podczas kiedy matka liże swoje młode ono próbuje wstać. Życiowym zadaniem numer jeden jest znalezienie cycka i ssanie mleka. Czasem potrzeba jest pomoc człowieka, który przystawia jagnię po matczynych cycków by łatwej było mu się napić. Mleko zawiera bardzo pogrzebne minerały i przeciwciała niezbędne by śmiertelne choroby nie rozwinęły się, a jagnię nie odwodniło się. Noworodki, które nie otrzymały takiego mleka radzą sobie słabo, są chorobliwe i dlatego tak ważne jest, aby rolnik śledził wszystkie owce i ich młode po urodzeniu. Głodne jagnięta dużo krzyczą albo są apatyczne. Zdarza się, że owce zmusza się by oddały mleko jagnięciu przywiązując nie jego matkę tak by nie uciekała i podaje się takie mleko małemu. Tu chodzi o życie jagnięcia. Jagnie musi nauczyć się ssać i oddychać, ponieważ już w pierwszych dniach życia podążać będzie z matkami i całym stadem po łąkach.

 Interakcja między matką, a jagnięciem w pierwszych minutach po porodzie jest wyjątkowo ważna. Tak nawiązuje się więź, która potrwa przez całe lato. Owca przyjmuje swoje jagnię, myje je, opiekuje się swoim maleństwem, uczy zapachów. Staje się pełna matczynej miłości i opieki. To bardzo ważne życiowe lekcje. Bo w ciągu najbliższych dni ponad 200 małych jagniąt i 100 dużych owiec będzie pasało się na zewnętrznych pastwiskach. Muszą się rozpoznawać i odnaleźć w takim tłumie. Badacze twierdzą, że jagnię uczy się głosu matki już w życiu płodowym podobnie jak ludzkie niemowlę. Owca dokładnie wie, które jagnięta należą do niej i dobrze się nimi opiekuje.

Jagnięta adopcyjne są podczas porodu podrzucane do matek, które właśnie rodzą i nacierane wodami płodowymi by matka zachciała je uznać za swoje. Najczęściej się udaje. Ale nie zawsze np. kiedy jagnię ma już wiele godzin. Porody wymagają ludzkiej interwencji, by jak najmniej jagniąt umierało. Zdarza się, że są źle ułożone w macicy lub owca nie może sama urodzić. Wówczas hodowca rękoma obraca płód i ciągnąc za nogi wyciąga jagnię z owcy. Zdarzają się martwe płody lub uszkodzone zbyt mocnym ciągnięciem. Przyjeżdża wówczas weterynarz, który robi sekcje zwłok i bada martwe małe. To strasznie przykry moment.

Maj

Kilka dni po urodzeniu owce i jagnięta przenoszone są do zagród lub pastwisk. Dobre matki pozwalają jagniętom dużo ssać mleka, a wtedy jagnięta szybko rosną. W wieku dwóch tygodni zaczynają żuć siano i trawę. Kiedy wieczorem stado uspokaja się i jest zajęte przeżuwaniem młode skaczą, bodą i bawią się w najlepsze. To bardzo uroczy i rozczulający widok. Owce w stadzie znają się i rozpoznają, gorzej ma rolnik. Dlatego każde zwierzę dostaje kolczyk z indywidualnym numerem. Pierwsza cyfra to rok urodzenia, ale kolczyk zawiera więcej informacji. Często nazwisko hodowcy, numer telefonu jaki i nr. hodowli. Obecnie coraz częściej można spotkać elektroniczne kolczyki z wieloma informacjami.

Jagnięta rosną, jedzą trawę i dużo piją przez to maciorki są głodne i jedzą szybciej niż rośnie trawa na pastwiskach. Musza być zatem dokarmiane. W tym czasie górska trawa wschodzi i wkrótce owce zostaną wypuszczone w góry. Ale najpierw muszą zostać zważone. Jagnięta w wieku od 4 do 5 tygodni powinny ważyć już od 12 do 18 kilogramów, potem owce są szczepione, a rolnik wszystko notuje. Dorosłe owce dostają dzwonki na szyje. Dzwonek wiesza się w celach sygnalizacyjnych. Doświadczeni hodowcy potrafili po dźwiękach rozpoznać swoje owce. A owce jak se szły to se grały mawiali. Dzwonek ma również funkcje magiczne ich dźwięk miał odstraszać złe moce i chronić przed nieszczęściami. Powiadają, że owcy z dzwonkiem wilk nie porwie. Stada przepędzane są drogami do bliższych pastwisk albo transportowane w góry.

Stada owiec mają swoja przywódczynię jest nią najczęściej najbardziej oswojona owca, taka za którą podąży całe stado owczym pędem. I taka co pójdzie za człowiekiem, prowadząc resztę. Małe stada mają regularny dzienny rytm i regularne rundy wypasu. Oznacza to, że spędzają tydzień na jednym obszarze i zmieniają na inne. Na pastwiskach występuje 100 różnych odmian traw, ziół, liści. Owce są smakoszami. Strzyżą trawę i koniczynę swoimi ustami, więc mogą zjadać krótkie trawy lub mech. Krowa potrzebuje długiej trawy, bo używa języka, ale owce zadeptują długa trawę i kiepsko wykorzystują pastwiska.

Owca jest przeżuwaczem, przy pomocy czterech żołądków i odpowiedniej flory bakteryjnej mogą rozkładać celulozę z trawy to rodzaj błonnika pokarmowego, którego my ludzie nie jesteśmy w stanie strawić. Kiedy owca rozkłada trawę, uwalnia się metan będący gazem cieplarnianym. Dlatego tak ważne dla nich jest przemieszczanie się, ale jest wiele historii, o owcach, które nie lubiły zmian miejsca wypasu i potrafiły wrócić w te same miejsca często przemierzają długie dystanse. Owce nie maja kompasu ani GPS, ale wiedzą, gdzie się znajdują. Ten instynkt lub wiedza jest tajemna, tak samo jak u ptaków wędrownych mają umiejętności nawigacji terenu.

Lipiec i Sierpień

To wakacje dla owiec. Odpowiednio słońce i deszcz zapewniają mnóstwo pożywienia w lasach i górach. Owce wędrują na wolności, pasą się i wypoczywają, kiedy i gdzie chcą. Tylko barany muszą wypasać się w zamkniętych pastwiskach lub zagrodach przy gospodarstwach. Latem jagnięta bardzo rosną nawet 250 gram na dobę. Pod koniec sierpnia mogą ważyć już 50 kg, czyli 10 razy więcej niż waga urodzeniowa. Jagnięta nie potrzebują już matki tak bardzo, maciorki też unikają karmienia to jednak rozsądne jagnięta zostają przy doświadczonej matce. Zdarzają się oczywiście nomadzi w stadzie, którzy sami przemierzają świat by bawić się wolnością. Dlatego właściciele stad współpracują ze sobą i nadzorują owce na wolności. Jest to trudne ze względu na ogromny obszar. Dlatego tak ważne jest, aby każdy kto chodzi po górach zgłaszał, jeśli zauważy coś niepokojącego. Zdarza się, że turyści znajdują chore lub ranne owce a nawet ich szczątki lub kolczyki.

Niestety nie wszystkie owce wracają do domu z letniego wypasu. Ruch samochodowy jest dużym zagrożeniem. Owce lubią wypoczywać na twardych i suchych nawierzchniach. Wiele owiec leży na asfalcie drogi co jest niebezpieczne. Kierowcy powinni jechać bardzo powoli i ostrożnie, bo o ile matka leży spokojnie o tyle jagnię często przebiega przez jezdnię. Psy też stanowią duże zagrożenia, bo opiekunowie zapominają lub nie wywiązują się z obowiązku trzymania psów na smyczy zawsze na spacerach po górach. Spłoszone przez psa stado potrafi nawet skoczyć w przepaść lub z klifu. Zdarzało się znaleźć nawet kilkanaście martwych sztuk leżących pod przepaścią.

Dlatego właściciele powinni trzymać psy na smyczy, ponieważ zdarzają się również pogryzienia. O ile dla psa jest to zabawa dla owcy okrucieństwo. Owca potrafi biec na oślep, aż padnie wycieńczona albo zostanie zagryziona. Zdarza się, że to psy zostają odstrzelone w obronie stada przez hodowcę. Dlatego tak ważne jest, by mieć kontrolę nad czworonogami. Wiele owiec jest również łapanych przez drapieżniki, szczególnie wiosną, kiedy jagnięta są jeszcze małe. Polują na nie rysie i lisy. Na większe wilki i niedźwiedzie. W wyższych partiach gór drapieżniki mogą zabić więcej niż są w stanie zjeść. Dlatego człowiek wybija drapieżniki, ale też inne dzikie zwierzęta, które zjadają pastwiska. Niestety praktyka ta trwa do dziś.

Wrzesień

Na początku września stada owiec są sprowadzane na domowe pastwiska. Zbiór stad jest dużym wydarzeniem i zaangażowanych jest wtedy dużo ludzi. Wolontariusze, dzieci, sąsiedzi. Wychodzą w góry i szukają zwierząt. Większość jest znajdowana, ale zdarzają się banici. Zdarzało się znaleźć owce dopiero w następnym roku. Zdziczałą i zarośniętą. Dlatego, jeśli spodka się zwierzę w górach, powinno się poinformować o tym rolnika. Niektórzy hodowcy mają psy pasterskie, które bardzo ułatwiają pracę. Border Colie to najpopularniejsza rasa. Co roku odbywają się Mistrzostwa Norwegii psów pasterskich. Wspaniale widzieć współpracę między człowiekiem a psem. Owce zgania się w duże stada, następnie sortuje do swoich właścicieli.

Październik

Owce są pod obserwacją, bo zobaczyć które są najlepsze do reprodukcji następnie są ważone. Dla niektórych to ostatnie chwile życia. Właściciel stada musi zadecydować, które odda do rzeźni, a które dołączą do stada. Okres rozdzielania młodych od matek jest czasem bardzo smutnym. Owce szukają siebie wzajemnie beczą wołają i są niespokojne taki stan trwa kilka dni. Sortując zwraca się uwagę na cechy dziedziczne, co zapewni w przyszłym roku dużą liczbę jagniąt. Rolnicy również sprzedają własne jagnięta do innych hodowli i kupują inne by wymieszać geny.

Listopad

To ostatnie chwile życie owiec wysłanych do rzeźni. Zabite i przerobione na jagnięcinę lub baraninę, która produkowana jest na naturalnych, otwartych pastwiskach jest jedną z najzdrowszych mięs. Pieczenie, kotlety i potrawy znajda się na wigilijnym stole większości norweskich domów.

Stado jest znowu małe i składa się z przyszłych matek i mieszka w zamkniętej owczarni. Muszą dostawać siano, karmę witaminizowaną i kiszona trawę oraz dużo wody. Owce są ponownie strzyżone z jesiennej wełny i wtedy zaczyna się bardzo pracowity czas dla baranów. Owce nie maja już młodych którymi się opiekowały lub same osiągnęły już wiek rozrodczy. W ciałach zachodzą zmiany hormonalne, maciorki są znudzone, zaczynają się niecierpliwić i poszukiwać barana. Zakochują się dając możliwość zbliżenia.

Grudzień

Ostatnie tygodnie adwentu to czas godów. Jeżeli jagnię ma się urodzić na początku maja krycie musi nastąpić w pierwszych dniach grudnia. Barany mogą pokryć kilka owiec w jeden dzień. Chodzą z boksu do boksu i są tak zajęte, że zapominają o jedzeniu, tracą też wiele kilogramów w tym okresie. Na szczęście mają resztę roku na powrót do zdrowia. Z reguły 95% pokrytych owiec zachodzi w ciąże, a większość rodzi bliźniaki.

Średnia wielkość stada to 52 owce karmionych zimą. Średnia waga uboju jagnięcia to 18,5 kilograma, a całkowita produkcja w Norwegii to około 25,5 milionów kilogramów jagnięciny rocznie. Produkuje się około 5.000 ton wełny. Każdego roku na pastwiskach wypasanych jest 2,1 miliona owiec i jagniąt, a około 30.000 jest łapanych przez drapieżników za które rolnik dostaje odszkodowanie. Stada są rozproszone po całym kraju najmniej w Trøndelag i na północy Norwegii.

Dzięki kontroli owiec i mieszaniu stad rejestrowane są najważniejsze cechy zwierząt, które później będą podstawą hodowli. W hodowli kładzie się nacisk na liczbę jagniąt, cechy matczyne, wzrost, jakość wełny. Owce domowe dzielą się na kilka ras można je pogrupować ze względu na jakość wełny (co określa średnia włókna). Najważniejsza odmiana na świecie jest Merynos.

Zgodnie ze starymi wierzeniami ludowymi po strzyżeniu owiec zawsze musi zostać wełniana kępa futra w przeciwnym razie traci się szczęście owcy. Za szczególnie szczęśliwe uznawano owce centkowane. W wielu legendach można usłyszeć o tym, że owce przepowiadają pogodę. Owce tańczą, jak jest ładny poranek są spokojne, gdy wieje wiatr lub bodzą się na burze. A gdy owca charakterystycznie szczeka pojawia się wilk.

Powołano specjalną organizację Norweskie Kozy i Owce, która organizuje szkolenia i kursy dla rolników i hodowców tych zwierząt, między innymi kursy inseminacyjne by zachować zmienność i selekcję genetyczna, ale trzeba uzyskać pozwolenie od Norweskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności.

I tu kończy się historia o rocznym cyklu z życia owcy i tak mijają dni, tygodnie, miesiące i lata.

0 Email

Storelgen Statua Życia

by Agnieszka

Łoś Storelgen to lśniąca rzeźba kopytna ze stali nierdzewnej. Jest gigant maskotką pilnującą drogi śmierci między Oslo a Trondheim. Jest inspiracją przebudzenia.

Stoi przy drodze krajowej nr. 3 w Stor-Elvdal. Ma 12 metrów długości i 10 metrów wysokości. Odsłonięty w październiku 2015 roku do 2019 roku był największą rzeźbą łosia na świecie. Dopóki….. nie rozpętała się wojna na łosie.

Dopóki Kanada nie dowiedziała się o jego istnieniu. Do tej pory Mac The Moose w Kanadzie był największym łosiem na świecie. Stał tak sobie dumnie od 1984 roku będąc chlubą regionu. Przyjazny konflikt łosi między Moose Jaw, a norweskim Storelgen trafił na pierwsze strony gazet na całym świecie. Stał się niezłym tematem do żartów w mediach.

Wówczas burmistrz Kanady oznajmił, że Mac jest dla nich jak rodzina i dla wszystkich w Moose Jaw, więc to jest sprawa osobista, a stawką jest duma Kanady. I choć próbowano zakopać topór uznając, że oba łosie są WIELKIE. Dumni Kanadyjczycy dołożyli swoje 31 cm różnicy mocując większe rogi. Nie mogli pogodzić się z faktem, że Norwegowie mogli zbudować łosia równie DUŻEGO, a zbudowali WIĘKSZEGO. I sami są sobie winni.

łoś

Jednak to chyba wrodzona skłonność do kompromisu i pokojowe nastawienie norweskich władz powstrzymała ich przed wyzwaniem. Twierdzą natomiast, że mają najbardziej świecącego łosia na świecie, a przegrana nie wpływa znacząco na popularność regionu ani kraju. Jednak chodzą słychy, że bez walki nie oddadzą rekordu świata.

Więc nadal jest łosiem międzynarodowej niezgody. Już Otnes Henriksen sprawdzał, ile będzie kosztowało wykonanie 20 centymetrów. Więc kto wie, poczekamy i coś nam się wydaje Terje Hoffsrad burmistrz gminy Stor- Elvdal nie planuje porzucić tytułu największego posiadacza łosia na świecie.

Często podróżując po drogach Norwegii pojawiają się znaki ostrzegawcze o łosiach na drodze. Średnio na drogach ginie aż 1200 tych zwierząt rocznie. Aż strach pomyśleć jaka trauma spotyka też ludzi po bliskim spotkaniu z tym olbrzymem. Hedmark ma nie tylko największą populację łosi w kraju, ale i też łosiego olbrzyma, który pilnuje drogi.

W nocy gdy drogę spowija mrok, świeci jak latarnia. Najwięcej ostrzeżeń jest na trasie między Trondheim a Oslo przy drodze krajowej nr.3. Tu też ograniczenie prędkości ma średnia 60 kilometrów na godzinę.

Jadąc drogą prawdopodobnie zauważysz lub widziałeś kolorowe poroża, które ozdabiają niczym totemy drogę. Artysta tworząc musiał inspirować się Andy Warholem, ale bardzo uatrakcyjniają drogę. Długie i nudne odcinki przez las sosnowy sprawią, że kierowcy chcą jak najszybciej dojechać. Dlatego tę krajową drogę nazwano drogą śmierci.

Dlatego gmina podjęła rękawice i jest częścią projektu badawczo rozwojowego Trafikanten oraz Funduszu Sztuki Sparebanken Hedmark, który podarował 2 miliony koron na posąg. Zarząd Dróg Publicznych udostępnił obszar. Głównym celem przedsięwzięcia jest urozmaicenie monotonności podróży, stymulowanie umysłu i zachęcanie do postojów, a także zwiększenie uwagi kierowców.

Więc co za tym idzie bezpieczeństwa na drogach. Bez wątpienia zwiększa też atrakcyjność tego regionu i chroni obszary leśne przed wcinką tworząc miejsce na wypoczynek i piękny parking na piknik. Projekt kosztował 27 milionów koron, ale życie ludzkie nie ma przecież ceny.

Autorką tego giganta jest artystka Linda Bakke, która ma zarówno ciekawą osobowość jak i twórczość, ale to temat na odrębny post. Twórczyni rzeźby, tak powiedziała o swoim dziele: Pokaże Wam wspaniały okaz byka łosia z największymi rogami, najdumniejszą głową i najpotężniejszym ciałem jakie można sobie wyobrazić. To musi być łoś, na widok którego ludzie z uznaniem kiwają głowami.

Wyprodukowany w Chinach przez Wang Feng i jego zespół w fabryce metalu. Twórcy nie ukrywają, że istnieją ekonomiczne, ale i artystyczne powody, dla których ogromna stalowa bestia została poczęta w Chinach. Artystka twierdzi, że zarówno pod względem ceny jak i wykonania Chińczycy są najlepsi. Łoś w siedmiu częściach spędził dwa miesiące w kontenerach dwóch statków i przypłynął do nabrzeża Oslo z Pekinu. Realizacja projektu okazała się ogromna.

To będzie jedno z największych wydarzeń w życiu, powiedział dyrektor Norweskiego Związku Dróg Publicznych. Kiedy zdjeto płachtę na otwarciu. Zdecydował się na użycie wielkich słów, które pasują do wielkiego posągu rogacza.

Łoś stał się popularny, także wśród mieszkańców, został zelektryfikowany i w ciągu kilku lat stał symbolem regionu. Symbolem łosia zdobione jest teraz wszystko, witryny sklepowe, filiżanki sklepowe, lokalne śmieciarki czy długopisy. Stał się też monstrumentem wywołującym dyskusję i stanowiącym wyzwanie dla społeczności, bo stał się największym krajobrazem współczesnego świata.

Jest kamieniem milowym i punktem odniesienia dla doświadczania dzikiej przyrody. Symbolem wzmacniającym tożsamość na poziomie regionalnym wywołuje entuzjazm lokalny, krajowy i ponad granicami. Pokazuje norweską otwartość na rozwój i innowacje.

Ale my musimy oswoić się z taką sztuką, bo w gruncie rzeczy jest kompletnie kosmiczna na tle drewnianej architektury Norwegii. Być może jesteśmy zbyt staroświeccy i potrzebujemy czasu. Po prostu jeszcze nie nadążamy. Ale sam w sobie budzi ogromne emocje.  A jeśli zwiększa bezpieczeństwo ludzi i zwierząt na drodze to niech będzie przebudzeniem.

Tylko nie róbcie sobie zdjęć podczas jazdy. Zatrzymajcie się i dotknijcie tego giganta, rozprostujcie nogi i weźcie głęboki oddech. Potem możecie jechać dalej w drogę. Bezpiecznie.

0 Email

Typowy norweski Kowalski to Ola i Kari Nordmann. Ola to Jan, Kari to Anna, popularne imiona w  Norwegii. Są serdeczni, zabawni i  lubiani. Są samboer, czyli w stałym związku. Jak mniej więcej połowa społeczeństwa. Ich sposób życia jest typisk norsk czyli typowo norweski. Maja dwójkę dzieci, syn to Lukas, Linnea to córka. Co roku jeżdżą na wakacje. Lubią  południowe kierunki til syden, czasem wybierają Amerykę lub Tajlandię. W weekend helg, jadą na hytte på fiellet, czyli chatkę w górach. Dbają by zawsze było koselig czyli przytulnie.

Nasza para ma duży dom enebolig w kredycie. Mieszka na wsi, przedmieściach lub w małym mieście. Ma piękny, lecz trochę zaniedbanym ogród, koniecznie z trampoliną i małym domkiem lekehus dla dzieci. Podwójny garaż, w nim dwa auta też na kredyt. Który spłaca każdy sam.

Ola zarabia średnio 38 tysięcy koron brutto, a Kari tylko 87% z tej kwoty, mimo że jest lepiej wykształcona. Mają osobne konta, rzadko z dostępem partnera. Jeśli dzielą wspólne gospodarstwo, to każdy płaci za siebie i łoży na swoje potrzeby. Odrębność majątkowa jest normą.

Na śniadanie jedzą  brązowy ser brunost z knekkebrød, chrupkim chlebem  lub owsiankę havregryn. Hot Dogi czyli pølse i brød na kolację. Kotelty rybne fiskaker lub kjøttboller, klopsiki na obiad. Wafle z dżemem, vafler med syltetøy na wycieczce po górach z pięknym stikk utt, widokiem. Owcze żebra Pinnekjøtt w Boże Narodzenie God Jul. W Wielkanoc Påske, podgryzają Kvikk Lunsj, czytając kryminały Påskekrim, jeśli nie są w tym czasie na nartach. W piątki jedzą Taco, Tacofredag lub pizzę Grandiosa. Zagryzając czekoladą Freia. Pija mnóstwo czarnej kawy kaffe, z koffitraktor  lub lodowatej wody kranowej iskald vaten.

Rzadko narzekają na pogodę. Nie ma złej pogody są tylko złe ubrania, Det finnes ikke dårlig være, bare dårlige klær. Mawiają i rzeczywiście idą na spacer ut på tur altid sur dla zdrowia. Dress-code spacerowy to North Face, Dale of Norway, Helly Hansen czy Moods of Norway po kurtką oczywiście słynny Mariusgenser, sweter z wełny historycznym wzorem.

Czasem wypożyczają Kampera, bobila i jeżdżą po Norwegii lub Szwecji. Czasem, nie wypożyczają kampera i też jadą do Szwecji po zakupy, alkoholowe również, bo taniej. Lub na drikkeferie czyli alkoholowe ferie. Lub na aktywność na świeżym powietrzu friluftsliv jako ze to bardzo usportowiony naród.

Czasem biorą łódź motorową, motobåt, lub żaglówkę seilbåt z przystani båthavn, ale rzadko. Kilka razy w roku jeżdżą rodzinnie rowerami. Dla nich luksus to brak luksusu, czyli po luksusowych wakacjach, jadą swoja luksusową Teslą w góry na Hytte bez prądu lub wody i wtedy jest to ekstremalny luksus. Biorą wtedy jednorazowego grilla, engangsgrill  i ze smakiem zjadają parówki z ziemniaczanymi naleśnikami, grillpølse med lompe

Ola i Kari Nordmann  lubią dystans i swoją strefę komfortu. Nie mają potrzeby wypełnienie ciszy. Nie jest dobrym zwyczajem przysiadanie się na pogawędkę småprat. Są dość trudni w kontaktach międzyludzkich, szczególnie z nieznajomymi. I choć uprzejmie pokażą Ci drogę i będą pomocni, to nie mają  potrzeby zaprzyjaźniać  się, szczególnie z nieznajomymi.

Nie wiemy, na ile ,,nasi’’ Ole i Kari są otwarci na kontakty seksualne, (bo Norwedzy mają wysokie miejsce w światowych rankingach), to raczej nie są wylewni poza seksem. Nie przytulają się spontanicznie lub na powitanie, nie całują w policzek, a i z podawaniem ręki też są ostrożni. No chyba, że razem popijecie, wtedy otwierają się całkowicie i jesteście jak serdeczni przyjaciele. Do końca imprezy. Potem nie oczekuj bliskiej znajomości. To, że Ola postawi Ci piwo lub Kari kawę nawet, jeśli Ty już im postawiłeś graniczy z cudem. To nie jest rodzaj skąpstwa.  Każdy płaci za siebie. I już. Tak jest zwyczajowo przyjęte.

Każdy przynosi na imprezę, fest tyle alkoholu ile wypije i zabierze jeśli nie wypił. W piątki Ola chodzi na helgefyll, czyli weekendowe pijaństwo, a Kari częściej wybiera jentehelg czyli babski wieczór. Spotykają się najpierw w domach na forspiel czyli biforek, następnie idą do baru, gdzie są głośni i radośni. Tam  wypijają, może dwa drinki i wracają do domu na nachspiel, czyliafterparty. Zaczynają bawić się późno a kończą wcześnie….rano.

Ola nie przepuści Kari przez drzwi, nie pomoże nosić siat z zakupami, nie podsunie krzesła, nie otworzy drzwi. Nie pomoże przy zmianie żarówki lub naprawie bramy, nie umyje jej samochodu. Ale Kari, nawet 80 letnia, tego nie oczekuje, sama robi tyle ile może i jest z tego dumna. Jest samowystarczalna materialnie i życiowo.Zdarzy się, że nie usłyszysz od nich god morgen, dzień dobry  lub krótkiego ,,cześć’’, hei, nawet jeśli jesteś jedyną osobą w pomieszczeniu, lub wpadniesz na nich na schodach. Dziwi Cię to?. Niepotrzebnie. Ich wcale. To norma, nie brak kultury. Po prostu są kulturalni na swój sposób. Ale cześć hade na do widzenia i życzenia miłego weekendu God helg powiedzą zawsze. Serdecznie pozdrowią cię też na szlaku, krzycząc głośno hei, jak starych przyjaciół, dodaje to otuchy bo nie czujesz się samotny w lesie czy górach.

Na początku Ola i Kari będą bardzo mili, zwłaszcza jeśli będziesz z nimi pracował i będziesz nowy. Przez miesiąc usłyszysz setki razy, jaki to jesteś zdolny, dobry, wyjątkowy du er god, flink, unik,  i głupio poczujesz się gdy któregoś razu nie usłyszysz nic, nawet cześć. To norma Twój czas minął, no ile można dodawać Ci otuchy.

Podczas wakacji sommerferie, Ola i Kari nie  załatwiają spraw urzędowych, nie chodzą po instytucjach państwowych, ani po lekarzach fastlege, nie robią nic. W lipcu podczas wspólnych wakacji felleferien, wszyscy Norwedzy odpoczywają. Taka to typowa norweskość.

17 maja Kari ubierze się w strój narodowy Bunad, który kosztuje majątek nawet dla Norwega,(na szczęście Kari odziedziczyła go po babci). I choć będzie drapał i gryzł w skórę z uśmiechem pójdzie z Ola ubranym w spodnie do kolan i kamizelkę i dziećmi w pięknych miniaturowych sweterkach w marszu tog z powiewając chorągiewkami. Krzycząc Gratulacje Norwegio! Gratulerer med dagen Norge! Bo to święto Narodowe Królestwa Norwegii, ich święto, a oni są dumni z bycia Norwegami i tego im zazdrościmy bardzo.

     A Ty  znasz jakiś Normannów? Jacy są?

0 Email

Ja pier….Trolle

by Agnieszka

Nikt ich nie widział, nikt już nie wierzy, ale z pewnością widział po nich ślady. A one istnieją, żyją w ludziach, wierzeniach, bajkach, filmach, pamiątkach i Internecie. Niektóre szkodzą, niektóre szkodzą bardzo. Niektóre są złośliwe, jeszcze inne są nieszkodliwymi pamiątkami stojącymi dumie na półce, lub tak jak nasz Asbjørn mieszkają w domach przy schodach.

Trolle były istotami nadprzyrodzonymi, brzydkimi, silnymi i niebezpiecznymi. Nierzadko też głupimi. Troll to zbiorowe określenie kilku rodzajów istot ludzkich w nordyckiej poezji ludowej i skandynawskiej tradycji. Mogą być kolosami, gigantami a także małymi gnomami i krasnoludami.

Pochodzenie Trolla jest niepewne, ale nazwa prawdopodobnie wzięła się od słowa Trell,  które oznacza niewolnik.  Historii o Trollach znajdziesz wiele, są nawet z 1220 roku. A był to Stwór Wielogłowy z dużym nosem i jednym okiem.

Trolle mieszkały w górach i lasach  w odległym i zimnym kraju. Mają  one wiele wspólnego z Gotami, a oni dali początek Jotulowi, czyli kolosalnemu Trollowi z Jotunheim. Legendy krążą o tym, jak Trolle porastały lasem i zamieniały się w kamienie gdy wschodziło słońce. I choć w Norwegii słońca bardzo mało, nie przeszkadzało im zamieniać w kamyki napotkanych ludzi. Były bardzo chciwe i skąpe, gromadziły kosztowności. Krzywdziły ludzi i zwierzęta.

Żeńskim odpowiednikiem Trolla jest Huldra. Kobiece Trolle Huldry, nie były wcale mniej groźne. Przeobrażały się w piękne kobiety, by uwodzić swoje ofiary. Rozkochiwały na zabój mężczyzn. Zaciągały biedaków do ołtarza i w noc poślubną okazywało się, że mają krowie ogony.

Dziś Trolle znamy z bajek i legend. Wielokrotnie pojawiały się w skandynawskich wierzeniach ludowych. Opisali je w swoich baśniach Peter Christen Asbjørnsen  (na cześć którego nasz Troll odziedziczy imię) i Jørgen Moe. Autorami wizerunku Trolla jest Theodor Kittelsen i Eric Werenskiold. Piasali o nich też Henryk Ibsen w Peer Gyncie, Hans Chrystian Andersen, J.R.R. Tolkien, Ola Gromko w Wiedźminie, J.K.Rowling w Harrym Potterze. W 2010 roku  pojawił się film dokumentalny Łowca Trolli z Otto Jespersenem.

Trollami są także Muminki występujące w cyklu powieści i opowiadań dla dzieci autorstwa Tove Janson. Pierwsza powieść z tego cyklu nosiła tytuł  Małe trolle i duża powódź, a słowo „troll” występowało często w oryginalnym tekście szwedzkim, w przeciwieństwie do polskich przekładów. Powieść Zima Muminków nosi oryginalny tytuł Zima Trolli – Trollvinter, a w szwedzkim oryginale słowo „Muminek” brzmi Mumintroll.

 Henrik Ibsen myślał o Trollach jako o złych mocach, bo napisał ,,życie to wojna z Trollami w sercu i w mózgu’’ (at leve er krig med trollde i hjertets hvælv). Używamy też ich imion do różnych pojęć np. czarodziejskie masło to trollsmør, wyjątkowy krab to trollkrabbe, mus z jagód to trollekrem, ni wilk ni ryba to trollfisk, kijanka to rumpetroll, czarodziej trollheim, ale również nazwy własne np. Trollfjorden, Trolltindan. Słowo Troll jest do dzisiaj używane do osób, które są brzydkie i złe lub obraźliwie (du er eit ordentleg troll).

Jeśli używasz Trolla w słowach, to znaczy coś negatywnego. To wprawdzie zabobon, ale oznacza to przywoływanie złych mocy. W języku szwedzkim mówi się że ,, jeśli mówisz o Trollu, to nie jest On daleko’’.

Powstało też nowe słowo Trolling, nowy Troll żyjący w Internecie. To Trolle które, wrzucają  obraźliwe treści, spamy, wirusy ale też włamują się na konta, okradają, manipulują. Na szczęście jest wiedza, o tym, że Trolle w opowieściach ludowych można pokonać, można też pokonać Trolle sieciowe i te w realu.

Trolle pamiątki są absolutnie wyjątkowe. Turyści je uwielbiają i każdy przywozi z Norwegii na pamiątkę choćby magnes. Wszystkie mają certyfikat oryginalności. Materiał z którego są zbudowane, jest naturalny z drewna i gliny. Są kształtowane i wykańczane ręcznie, z czasem można odkryć, choć nie porastają lasem, że każdy starzeje się w inny sposób.

Artysta przekształca swoje pomysły, tworzy postacie, nadaje indywidualne cechy, a przygotowanie do produkcji zajmuje kilka tygodni. Trolle są wyjątkowe, współczujące, czułe, agresywne, romantyczne, sportowe, marzące, wesołe, śmieszne, wstydliwe, patriotyczne, smutne, wesołe.

Każdy może znaleźć Trolla w części siebie. Legenda głosi, że jeśli kupimy jednego, dobrą radą jest dać mu towarzystwo innych Trolli. Musimy dokupić Asbiørnowi damę, biedak samotny od 10 lat. Musimy też dbać o naturalne środowisko Trolli, o lasy i góry, bo gdy pójdziemy do lasu i zmierzch nas zastanie to kto wie…..    

Pamiętaj, jeśli kupiłeś Trolla do Twojego domu, najlepiej aby pierwszą noc spędził w szafie tak, by się przyzwyczaił do dźwięków domu w którym ma zamieszkać. Dopiero następnego dnia możesz go wyjąć z szafy. Wyjdź wtedy z domu np. na zakupy, żeby się zadomowił i masz Trolla w domu.

Pomimo złej legendy uwielbiamy Trolle i ich legendy. W głębi serca marzymy, by je spotkać w górzystym lesie i żeby istniały. Bo jak nie kochać Muminków. A ty za co kochasz Trolle?

0 Email