Tag:

Kjerag

Wyprawa na North Pole

by Agnieszka

To był maj czasy Covid, kiedy dotarło do nas, że wakacje w syden, czyli wszystkie kierunki na południe pozostaną jedynie fantazją. Wtedy to pomyśleliśmy sobie, że to jest wspaniały czas na Norwegię, bo choć mieszkamy w niej już kilka dobrych lat i wiele widzieliśmy to jednak na północną Norwegię nigdy nie było czasu. No dobra ochoty też nie, bo woleliśmy upalne lato all inclusive lub wycieczki objazdowe po Europie. Gwarancję słońca. Lato kojarzyło nam się z Gdańskiem, z którego pochodzimy, z klimatem turystycznych zapchanych komercją miejsc. I lansem na promenadach mola.

A teraz cóż perspektywa noszenia puchowej kurtki w czerwcu nie była zbyt kusząca. Zniechęcały nas też ceny, bo tu wszystko jest strasznie drogie. Ale przecież jeździliśmy po Norwegii, ponieważ mieszkamy pod Ålesund jest to bardzo dobra baza wypadowa. Po kilka razy w roku byliśmy na Geiranger czy Trollstigen. Drogi znaliśmy na pamięć. Norwegia zachwyciła nas i rozkochała w sobie. Uznaliśmy, że jest najpiękniejszym krajem w jakim kiedykolwiek byliśmy. Więc dlaczego w nią nie jechać.

I wtedy zrodził się pomysł by przerobić naszego dwudziestoletniego Busa na pseudo kampera. Tak by podróż nie była tak kosztowna. I zaczęliśmy. Wymontowaliśmy siedzenia na miejsce których przyszły płyty pod materac. Z nich też zbudowaliśmy pseudo kuchnię. Pomalowaliśmy całość farbą by było estetycznie. Pożyczyliśmy maszynę do szycia od przyjaciół. Uszyliśmy zasłony ze starych materiałów.

Planowaliśmy wszystko tak by być samowystarczalnymi, nawet w surowym klimacie północy. Zaopatrzyliśmy się w kuchenkę gazową i butle z gazem. Wzięliśmy z domu plastikowe pudła na sprzęty, naczynia kuchenne, grzejnik, ubrania i buty. O dziwo sprawiało nam to ogromna frajdę. Kiedy nasz projekt był już gotowy zapakowaliśmy zapasy jedzenia i pięć litrów wody w baniaku, zamknęliśmy dom i ruszyliśmy w drogę.

I wiecie co? To była wspaniała wyprawa. Nie żałujemy ani minuty. Dziś wiemy, że żadne rajskie plaże nie zamienilibyśmy na piździawę na północy. To jak doświadczyliśmy tego kraju, to co wiedzieliśmy i wszędzie tam, gdzie w pocie czoła doszliśmy jest bezcenne i tylko nasze. I choć wiemy, że drugi raz taka przygoda się nie powtórzy to wiemy, że chcemy więcej.

Podróż zaczęliśmy od upalnego starego i klimatycznego Trondheim, podziwialiśmy gotycką katedrę Nidaros, miejsce koronacji norweskich królów. Byliśmy w Stiklstad gdzie w bitwie zginął Król Olaf II, pierwszy święty w Norwegii. Podziwialiśmy most przechodząc przez rzekę Nidę, wzdłuż wybrzeża której ciągnęły się restauracje i bary. Spacerowaliśmy starym mostem Gamle Bybro, Bramą Szczęścia. Zwiedzaliśmy dzielnice Bakklandet. Oglądaliśmy stare kolorowe budynki dawnych magazynów. Widzieliśmy wspaniałą panoramę miasta z Fortu Kristiansen i posąg Króla Olafa Tryggvasona założyciela miasta.

Przejeżdżając pod bramą Trøndelag przeżywaliśmy jak dzieci widząc napis Nord Norge. To tu widzieliśmy pierwsze stada reniferów, a nawet zaprzyjaźnilismy się z jedym z nich.

Jechaliśmy Narodowym Szlakiem Turystycznym Helgeland, Nasjonale Turistvegen Helgelandskysten Nord Hellåga. Pięknym północnym wybrzeżem między otwartym morzem a wysokimi górami. Dawniej niezdobyte drogi przez walczące żywioły północy z południem. Dziś spokojna podróż przez koło podbiegunowe.

W archaicznej przyrodzie i polarnym słońcu, wpatrywaliśmy się w przepaść oceaniczną lub oczy spoczywały na horyzoncie. Mijaliśmy krajobrazy które wpłynęły na historie, kulturę i ludzi od epoki kamienia łupanego do dziś. Widzieliśmy hodowle ryb, osłonięte porty i chaty rybackie. Czuliśmy północny wiatr wybrzeża przy płonącym słońcu w nocy. Widzieliśmy jęzory lodowca Svartisen, które w upały jakie nam towarzyszyły były prawie mistyczne.

Dotarliśmy do cudownego Glomfjordu gdzie wyspinaliśmy się drewnianymi schodami na szczyt góry.

Oglądaliśmy z wielkiego mostu najsilniejszy prąd Saltstraumen z jego ogromnymi wirami.

Zakochaliśmy się na zabój w największym mieście Nordlandu, Bodø. W jego nowoczesności.Zwiedzaliśmy Muzeum Lotnictwa Norsk Luftfartmuseum. Odwiedziliśmy Nordland Muzeum by poznać historię Bodø.

Oplalismy się na różowych niczym Elefonisi lub rajskich niczym Korfu plażach.

Odwiedziliśmy Narwik gdzie zapaliliśmy znicz na pomniku poległych polskich żołnierzy Brygady Strzelców Podhalańskich, którzy walczyli o wolność Norwegii i Polski. Widzieliśmy Muzeum Wojny, Narvik Var Museum i strasznie zmokliśmy.

Bardu zachwyciło nas starymi farmami i lokalna architekturą. Tu po raz pierwszy widzieliśmy Samską ludność. Poznaliśmy smutna prawdę o tym, że północ pomału umiera.

W Alcie byliśmy w trakcie powodzi. Tu woda zabierała domy a rzeki wylewały. Ogromna Arktyczna Katedra Northern Lights Cathedral wyglądała jak twierdza nie do zdobycia. Żałowaliśmy, że nie zobaczymy jej nocą kiedy światła imitują zorze polarną i pięknie rozświetlają jej strzelistość.

Dalej pędziliśmy na północ przez bezdroża płaskowyżu Kvaldsund w kierunku Nordkapp mijając stada reniferów. Które na letnich pastwiskach karmiły i pilnowały swoje malutkie cielątka.

W Honningsvåg portowym miasteczku pomimo zamkniętych atrakcji przytulaliśmy się do pomnika psa bernardyna o imieniu Bamse, narodowym bohaterze. I czuliśmy się jedynymi ludźmi w tym opustoszałym mieście.

By wreszcie dotrzeć na koniec świata. Na Nordkapp. Tu tak naprawdę doświadczyliśmy ogromu północnego żywiołu, gdzie wiatr podrywając kamienie powybijał na szyby w samochodzie. Nordkapp nas sponiewierał i wygonił. Nie dotarliśmy wszędzie. Ale urzekł nas bardzo.

Wracając nocowaliśmy w Tromsø, wjechaliśmy kolejka linową na szczyt góry Storsteinen by podziwiać panoramę miasta. Spacerowaliśmy uliczkami Strogaty głównej ulicy. Oglądaliśmy zorze polarną niestety tylko w Planetarium. Muzeum Polarne, Polar Museum najpiękniejsze muzeum ever, zabrało nas na wyprawę polarną z Roaldem Amundsenem. A centrum edukacyjne Polaria zachwyciła swoją architekturą przypominającą spiętrzoną krę lodową. Zjedliśmy w najdalszym północnym Burger Kingu i piliśmy zimne arktyczne piwo Mack.

Jechaliśmy Narodową Trasą Turystyczna Nasjonal Turistveg Senja wyspy Senja między Gryllefiordem a Botnhamn. Staliśmy na rampie Bergsbotn, a z rampy Tungeneset podziwialiśmy poszarpane szczyty gór i plaże.

Wdrapaliśmy się po śniegu na szczyty by podziwiać Seglę. Zapisaliśmy ją w sercu głęboko.

Dotarliśmy na Lofoty. Próbowaliśmy suszonych ryb, których ostry zapach nas nie odstraszył.Byliśmy w ostatniej osadzie Lofotów o najkrótszej nazwie Å. Wchodziliśmy na Reine po schodach zbudowanych przez nepalskich Szerpów. Nie spaliśmy w Rorbu chatkach rybackich, ale na rajskich plażach serferów.

Przenieśliśmy się w epokę Wikingów w Muzeum Wikingów, Lofotr Vikingmuseet. Spacerowaliśmy po szlakach Ryten i plażach Kvalsvika. W Svolvær podziwialiśmy nowoczesność i ostro zakończoną kozią górę Svolværgeite.

Przejeżdżaliśmy Śnieżną Drogą Snøvegen trasą Aurland, Aurlandsvegen.

Z platformy widokowej w Stegastein podziwialiśmy panoramę całego Aurlandsfjordu.

Dotarliśmy do Flåm gdzie koleją Flamsbana podróżowaliśmy do Myrdal. Chłodziliśmy się w bryzie wodospadu Kjosfossen, gdzie latem tańczy Huldra. Przenieśliśmy się w czasie na starej farmie Otternes. I przejeżdżaliśmy wzdłuż najwspanialszego fiordu Norwegii Nærøyfjord.

Odwiedziliśmy Voss które jest prawdziwym centrum sportów ekstremalnych, a z kolejki torowej ze szczytu góry Hangurtopen mogliśmy podziwiać dolinę.

Jechaliśmy największym płaskowyżem Europy Hardangervidda, królestwem dzikiej przyrody. Wypatrując Marka Kamińskiego na próżno. Chłodziliśmy się pod wodospadem Steisdalfossen i Vøringsfossen.

W wyjątkowo słonecznym Bergen poszliśmy w tango. Piliśmy wino i chodziliśmy spać nad ranem. Wjechaliśmy słynną kolejką Fløibanen na wzgórza Fløyen, jedliśmy owoce morza i próbowaliśmy wieloryba na targu Torget. Łaziliśmy po starych uliczkach Bryggen, Gamle Bergen. W Muzeum Sztuki Kode podziwialiśmy obrazy Edwarda Muncha i innych norweskich malarzy. Zaintrygowały nas grafiki Pablo Picasso.

W upalnym Stavanger uciekliśmy przed upałem do Muzeum Ropy Naftowej Petroleum Museum. Oglądaliśmy słynne konserwy sardynek, jedliśmy lody na cudnej kolorowej starówce.

I opalaliśmy się na plaży pod Trzema Mieczami Sverd i fjell wbitymi w skałę Hafrsfjorden.

W Rogaland czekała na nas skała Preikestolen. Pędzilismy jak na skrzydłach. I wracaliśmy uskrzydleni.

Nastepnie trasą Lysevegen ponad taflą Lysefjorden dojechaliśmy do schroniska Øygardstølen skąd wspinaliśmy się na Kjerag. Głaz wiszący 1000 metrów nad fiordem.

Jadąc Narodową trasą Hardanger, Nasjonal Turistveg Hardanger, podziwialiśmy piękne wodospady. Dojechaliśmy do Tyssedal skąd ruszyliśmy na Trolltungę.

Wracaliśmy do domu doliną Alp Romsdalskich przez Romsdal Alp i Andalsnes. Mijając nasze upragnione, nie zdobyte jeszcze szczyty Trolveggen.

Spaliśmy na dziko i na parkingach. Zdarzało się, że na bardzo nowoczesnych kampingach. Kąpaliśmy się raz w misce na dworzu, raz pod prysznicem na minuty. Zdarzało się że marzliśmy w nocy, lub muszki nas pożarły żywcem. Na kempingach widzielismy różne rzeczy, a każdy gospodarz był historią samą w sobie. Czasem zabawną czasem szkoda gadać i lepiej zapomnieć….

Złapaliśmy dwa mandaty. Za przekroczenie tylko 10 kilometrów na godzinę zapłacilismy dwa tysiące koron. I to dwa razy! Strasznie to odchorowaliśmy.

Wrócilismy odmienieni. Zrozumieliśmy, że nic wiecej do szczęścia nam nie jest potrzebne. Każdy dzień był przygodą i niespodzianką. Nie odzobaczymy tego nigdy. Tego nie zabierze nam nikt. Nigdy.

0 Email

Potencjalne powody, dla których ludzie podziwiają Kjeragbolten, będący osadem lodowcowym nie tworem człowieka to wyobrażenie, że kamień może spaść w dowolnym momencie i to jest ekscytujące.

Jeśli staniesz na Kjeragbolten poczujesz dumę, że tańczysz z przeznaczeniem. A Twoje odważne serce przepełni duma. Zobaczcie wszyscy, gdzie wlazłem. Pomyślisz. Bo pomyślisz. Jeśli zatem masz odwagę właź, ale jeśli zrobisz jeden zły ruch, zrobisz bardzo duży zły ruch. Zatem powodzenia.

Kjerag sercem Lysefiordu

984 metrów w samym sercu Lysefjordu w skalnej szczelinie około 50.000 roku p.n.e. utknął ogromny głaz Kjeragbolten. Wisiał tak sobie, aż człowiek go nie odkrył i nie stał się najpopularniejszym głazem w Norwegii. Jest wielki, śliski i budzi zachwyt. Dlatego dla tysiąca (dziesiątek tysięcy) turystów jest celem samym w sobie.

Zapozować stojąc na kamieniu zawieszonym nad przepaścią jest, jak stanąć na podium zwycięzcy. Budzi podziw i pożądanie. Dla jednych to wyczyn. Dla innych nic trudnego. Ale niezmiennie przyciąga. Każdy chce zdobyć cel, który zachwyca tłumy. Doświadczyć wyjątkowego. Stanąć na Kjeragbolten prawie 1000 metrów nad poziomem morza z widokiem na 42 kilometrowy Lysefiord bezcenne.

Kjeragbolten kamień, który przyciąga

Aby wejść na kamień Kjeragbolten wystarczy zrobić duży krok. Tylko tyle i aż tyle. Bo okazuje się, że ten krok jest najtrudniejszy. Trudniejszy niż wspinaczka do niego. Kjeragbolten jest spory ma około 5m3 objętości, spokojnie zmieszczą się tam dwie osoby a nawet cztery. A jednak decyzja nie jest taka oczywista.

Nie wiadomo ilu ludzi spadło w przepaść. Wiadomo, że kilku Base Jumperów zostawiło swoje dusze wbite w ścianę skalną na zawsze. Więc musisz być pewien, że nie tylko wejdziesz, ale i zejdziesz z niego sam. Bo na kamieniu możesz liczyć tylko na siebie.

Trasa na Kjeragbolten

Trasa na Kjeragbolten nie jest łatwa, ale i też nie jest trudna. Jest męcząca. Ale jeśli chodzisz po górach to nie sprawi wyjątkowej trudności. Szlak na przemian ma strome podejścia i strome zejścia. Duża część trasy to szlak w asyście łańcuchów. O ile bardzo pomagają wspiąć się po płaskiej śliskiej skale. Tyle zejście bez ich asysty byłoby trudne, niebezpieczne a wręcz niemożliwe bez pomocy pośladków.

Płaskowyż nad Lysefiordem

Szlak jest szalenie piękny. Płaskowyż jest jałowy, mieniący się łysymi jak kolano granitowymi skałami tak odmiennymi od reszty ostrych skał w Norwegii. Znów przyroda udowodniła jak dobrym jest architektem krajobrazu. Zielone doliny z jęzorami lodowatych strumieni, do których niektórzy mają odwagę wejść.

Skały klifu i mieniący się turkusowo-granatową wodą kwitnącą glonami fiord. Świetlisty Lysefiord powoduje, że jest pięknym miejscem na zdjęcia. Ale i pięknym dla duszy.

Kjerag dla Base Jumperów

Większość ludzi przychodzi po wymarzony widok na głaz. Ale Kjerag ma dużo więcej do zaoferowania. Warto znaleźć szpiczasty punkt widokowy Nesatind, gdzie klif spada 1000 metrową pionową ścianą w przepaść. Oferuje widoki na cały fiord w tym na Preikestolen w oddali.

Poszukaj Base Jumperów, którzy rzucają się z klifu naprzeciwko Nesatind i lądują szczęśliwie w Geitaneset daleko poniżej. Widok ze szczytu zapiera dech w piersiach a małe jak ważki helikoptery latają tuż nad szczytami. Ostateczną nagrodą za wspinanie niech będzie skok na głaz Kjeragbolten. Skok na koniec wędrówki i dopełnienie misji.

Kamień twór czy wytwór?

Kjeragbolten wygląda tak, jakby gdyby został tam umieszczony przez ludzi pomiędzy górami. Jakby był kamiennym mostem między skałami. A prawda jest taka, że zaklinował się tam podczas kilku epok lodowcowych. Targały one Norwegią i deformowały krajobraz aż 22 razy.

Ostatnia epoka lodowcowa spowodowała wysoki poziom wody. Zalał on fiordy a jego ogromna siła wody przesuwała głazy, których jeden z nich zaklinował się. Opadające wody nie mogły go przesunąć. I wisi tak sobie do dziś.

Kjerag czy Kjerabbolten?

Kjerag i Kjeragbolten to jedno z najbardziej aktywnych i znanych miejsc na świecie. Często używa się zamiennie nazw Kjerag i Kjeragbolten. To błąd. Kjerag to płaskowyż, na szczycie którego znajduje się kamień Kjeragbolten.

Od momentu, kiedy Stein Edvardsen lider klubu Base Jumpingu w Stavanger jako pierwszy odważył się skoczyć z Kjerag. Od tego czasu wykonano prawie 60.000 skoków. Kilka z nich z fatalnym skutkiem. Ale chętnych nie brakuje.  

Gdzie do cholery jest Matt?

Dawniej zwiedzano go z pokładów statków pływających po Lysefiordzie. Jednak odkąd Matt Harding zatańczył na głazie o 3.43 nad ranem w serialu „Gdzie do cholery jest Matt”. Od tego czasu taniec na kamieniu Kjeragbolten stał się pragnieniem wielu fanów Matta na całym świecie.

Potem powstał filmik instruktażowy, który nagrała Lacie Gregson i opublikowała w Internecie z przesłaniem jak dostać się na głaz. Od samego patrzenia włosy staja dęba.

Akrobacje na linie nad fiordem

W kamieniu Kjeragbolten jest wbita metalowa obręcz. Nie służy ona do pomocy jako uchwyt dla odważnych, by dostać się na kamień. Służyła jako uchwyt dla Skackline, czyli luźnej liny. Na której w 2006 roku Christian Schou pobił rekord wysokości Skackline przechodząc prawie sto metrów nad przepaścią. Balansując na luźnej linie nad urwiskiem.

Skoki rowerowe na Kjeragbolten

Kenny Belaey wielokrotny mistrz świata w wyścigach rowerowych mistrzowsko wykonał skok z wysokości dwóch metrów. Był w stanie zatrzymać swój rower w miejscu lądowania. Eskil Rønningsbakken Norweg akrobata cyrkowy. Podróżując po świecie w poszukiwaniu niebezpiecznych miejsc dla swoich wyczynów postanowił balansować na krześle postawionym na słupie zamieszczonym na kamieniu Kjeragbolten. Kręci się w głowie od samego patrzenia. I można zwątpić w siłę grawitacji.

Smutna tajemnica na szlaku Lysefiordu

Szlak na Kjeragbolten owiany jest też pewną smutną tajemnicą. Na którą do dzisiaj nie znaleziono odpowiedzi. W 2002 roku duński uczeń Szkoły Młodzieżowej Tatian Nghun był na wycieczce z kolegami i opiekunami. W połowie szlaku zniknął bez śladu. Pomimo wielotygodniowych poszukiwań z udziałem wspinaczy, nurków i helikoptera nigdy go nie znaleziono.

Martwe owce na Kjeragu

Znaleziono natomiast 15 martwych owiec z 19, które spadły w przepaść Lysefiordu. Według farmera, który stracił 40% stada to pies przestraszył zwierzęta. Winni oczywiście, są ludzie, którzy nie trzymali swojego czworonoga na smyczy, pomimo nakazu jaki obowiązuje na wszystkich szlakach w Norwegii. Pies, który widzi owcę to biegnie za nią. Nawet jeśli nie podejrzewamy go zew krwi to powinniśmy przewidzieć takie rzeczy. To był makabryczny widok i żal zwierząt strasznie.

Legendy i historie Kjeragboltenu

O tym słynnym kamieniu Kjeragbolten opowiadane są też inne legendy. Jedna z nich opowiadała o tym, że kamień miał spaść na ziemię w 2012 roku jako przepowiednia końca Starożytnego Kalendarza. Trwa on do dziś, kto wie może to była duchowa śmierć.

Ale też są inne wesołe historie. Stanie na rękach, joga, zaręczyny, sesje zdjęciowe nowożeńców ubranych w suknie i garnitury ślubne. Sesje golasów z nagimi pośladkami, rowery, motory a nawet owca, która pewnie sama nie wpadła na to by tam wejść. Bo po co jej zdjęcie na Instagramie.

Graffiti na Kjeragbolten

We wrześniu 2011 roku kamień Kjeragbolten został naznaczony graffiti. Niewiarygodne jak ktoś zadał sobie tyle trudu by zrobić tak idiotyczną rzecz. Popisać sprayem kamień, który jest na chronionym obszarze krajobrazu i stanowi jego pomnik. Słabe i normalnie głupie.

Stein Edvardsen lider Klubu Base ze Stavanger leżał na brzuchu kilka godzin, aby usunąć farbę, użył zwykłej szczotki drucianej aby usunąć napis. Nie tak powinna wyglądać dzika natura. Na szczęście kamień odzyskał swoje naturalne piękno.

Billard na Kjeragbolten

Latem 2020 roku pewien Norweg Simen Andreas postanowił zagrać w bilard na Kjeragbolten. On i jego towarzysze wzięli stół bilardowy na plecy i ponieśli na samą górę. Najtrudniejsze było wniesienie stołu na kamień, ale była to krótka runda. Młodzi pomysłodawcy spasowali panikując nad przepaścią ogarnięci lękiem wysokości.

Mijani turyści pytali kto wygrał widząc niosących na plecach stół bilardowy chłopaków. Pomimo, że zbierali pieniądze ze swojej wyprawy na organizację charytatywną, my pytamy, serio?

Wycieczka na Kjeragbolten jest wymagająca. Ale to czyni ją szczególnie atrakcyjną. Ci którzy wybierają się na niego szukają wyzwania i chcą wymagającej podróży. Chcą też pokonać swoje słabości by wejść na kamień. To taka próba sił z własną słabością. A ty co zamierzasz. Czego jeszcze nie było?

1 Email